Victoria Day – kilka słów o monarchii w Kanadzie




Na początek życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga, którzy mieszkają w Kanadzie udanego Victoria Day! To święto federalne, które obchodzone jest jako oficjalny dzień urodzin panującego monarchy. Pomimo, że oficjalnie nazywa się Victoria Day to rzecz jasna obchodzone jest jako urodziny Królowej Elżbiety II, kanadyjskiej głowy państwa.

W odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych, które wraz z proklamowaniem niepodległości przyjęły ustrój republikański, pomimo, że Waszyngtonowi proponowano wstąpienie na tron, Kanada była i pozostaje monarchią. Kiedyś oczywiście wszystko było jasne, bo Kanada wchodziła w skład Imperium Brytyjskiego, więc de facto nie była nawet niezależnym państwem. Pomimo, że w 1867 roku parlament brytyjski ustanowił utworzenie Kanady jako osobnego bytu państwowego, Kanadyjczycy nadal pozostawali obywatelami brytyjskimi i posługiwali się brytyjskimi paszportami. To zmieniło się dopiero po wojnie, kiedy Imperium Brytyjskie się rozpadło. Dopiero w 1982 Kanada wprowadziła w życie swoją własną konstytucję, zachowując ciągłość monarchii i członkostwo w Brytyjskiej Wspólnocie Narodów.

Z powodu zawirowań historycznych Kanada ma teraz stare i nowe symbole państwowe. Na codzień hymnem jest co prawda “O Canada”, ale kiedy z wizytą zjawia się królowa obowiązuje “God Save the Queen”…


Do 1965 w Kanadzie używano albo flagi brytyjskiej, albo jednego z dwóch wariantów Canadian Red Ensign:


Dopiero w 1965 parlament w Ottawie zatwierdził znaną wszystkim biało-czerwoną flagę z klonowym liściem. Ta flaga obowiązuje do teraz, ale na obiektach historycznych dalej wiesza się brytyjską Union Jack albo starą flagę kanadyjską. Natomiast kiedy zjawia się królowa to wieszana jest kanadyjska flaga królewska, która wygląda tak:


Na codzień w Kanadzie monarchia nie wysuwa się na pierwszy plan i o tym, że naszą głową państwa jest królowa przypominają głównie monety i banknoty dwudziestodolarowe. Również paszporty kanadyjskie mają na okładce nie liść klonowy ale herb królewski z sentencją “Od morza do morza”:


O ile w życiu codziennym poza symboliką monarchii nie widać, to cały ustrój polityczny, prawodastwo i inne oficjalne strefy życia są oparte na monarchii właśnie. Wszystkie prawa i ustawy w każdej prowincji są pisane w imieniu królowej. Formułka używana do tego celu wygląda następująco:
ELIZABETH THE SECOND, by the Grace of God of the United Kingdom, Canada and Her other Realms and Territories Queen, Head of the Commonwealth, Defender of the Faith. (ELŻBIETA II, z Łaski Bożej Zjednoczonego Królestwa, Kanady i Jej pozostałych Włości i Terytoriów Królowa, Głowa Wspólnoty Narodów, Obrońca Wiary). Jak widać podchodzi się do sprawy całkiem poważnie:)

Wszystkie sprawy sądowe w których stroną jest państwo prowadzonę są w imienu Korony. Do Korony należy praktycznie wszystkie włości w Kanadzie, które nie są własnością prywatną albo nie należą do plemion indiańskich albo Inuitów. Wreszcie każdy naturalizowany obywatel Kanady musi złożyć przysięgę obywatelską, w której zobowiązuje się do bycia wiernym królowej i jej następcom.

Mnóstwo śladów monarchii można też znaleźć w nazewnictwie ulic, miejscowości i innych obiektów geograficznych. Poczynająć od Victorii, która jest stolicą Kolumbii Brytyjskiej, poprzez nieskończoną ilość ulic, parków i skwerów z nazwami Queen, King, Victoria, Edward, Elizabeth, aż do nazw “królewski” w instytucjach. Z tych ostatnich najbardziej znaną jest oczywiście Królewska Kanadyjska Policja Konna (Royal Canadian Mounted Police, potocznie zwana Mounties), czyli kanadyjski odpowiednik FBI. Ale jest też Royal Canadian Legion w każdym mieście, są Królewskie Ogrody Botaniczne, w Toronto mamy Szpital Księżniczki Małgorzaty (Princess Margaret Hospital) i tak dalej i tak dalej.

Jak w każdym kraju który jest monarchią częśc społeczeństwa to zdeklarowani republikanie, którzy uważają, że monarchia jest instytucją anachroniczną i jedynie zamiana w republikę jest właściwym rozwiązaniem. Muszę przyznać, że nie za bardzo wiem dlaczego niby republika miałaby być lepsza. Koronne (sic!) argumenty republikanów to zazwyczaj koszty oraz to, że monarchia nie jest demokratyczna, bo nie każdy może zasiąść na tronie. Ten pierwszy argument jest bez sensu, bo utrzymanie monarchii kosztuje każdego Kanadyjczyka coś koło $1 z hakiem na rok, prezydent bez wątpienia kosztowałby więcej. Argument o tym, że mało demokratyczna też mnie za bardzo nie przekonuje, bo w większości demokratycznych krajów o ustroju republikańskim prezydentami nie zostają ludzie z ulicy, ale członkowie elit, najczęściej prawnicy. W Kandzie póki co nikt poważnie o zniesieniu monarchii nie myśli, zresztą jest to praktycznie niemożliwe, bo trzeba by zmieniać wszystko, od konstytucji poczynając. A zmiana konstytucji jest właściwie niewykonalna, bo każda kanadyjska prowincja ma prawo veta. Tradycyjnie prowincje atlantyckie były i są bardzo anglosaskie i monarchia jest częścią ich dziedzictwa kulturowego w o wiele większym stopniu niż ma to miejsce w kosmopolitycznym Ontatio. Nie ma więc praktycznie możliwości, żeby PEI albo Nowa Szkocja się zgodziły na zmianę systemu. Poza wszystkim jednak monarchia jest jedną z niewielu rzeczy, które tak naprawdę odróżniają Kanadyczyków od Amerykanów i Kanadyjczycy zdają sobie z tego sprawę. Przez to zapał do zmiany status quo jest niewielki, co mnie osobiście cieszy, bo uważam, że monarchia konstytucyjna to doskonały wynalazek. Póki co, Happy Victoria Day i Long Live the Queen!



Prawie lato – varia


Dzisiaj będzie poszarpanie, bo różne myśli mi się kołaczą po głowie.
***
Wszlekie znaki na ziemi i w niebie wskazują, że wielkimi krokami do Toronto zbliża się lato. Sąsiad Bob brzdąka wieczorami na gitarze, szopy pracze zaczęły na naszej ulicy robić regularny Blitzkrieg z koszami na śmieci, kwitną bzy, pojawiły się komary, a nasz pies przestawił się w tryb kaniny kanikułowej. Polega to na tym, że ze spaceru wraca zipiąc i sapiąc jak lokomotywa z nieśmiertelnego wiersza Tuwima. Od dwóch dni zaczął też spędzać sporo czasu na podłodze w łazience, bo wyraźnie go to chłodzi. Ja chłodzę się zimnym Upper Canada Lager.
***
M. poleciała za wielka wodę, gdzie o lecie póki co nikt nie myśli, bo kolejne fale powodziowe przechodzą tu i ówdzie. Rodzice posłali mi zdjęcie z Zaolzia i wygląda to naprawdę nieciekawie. Mam nadzieję, że w końcu przestanie lać. To pierwsza wizyta M. za wodą od czterech lat, więc bardzo jestem ciekaw jej wrażeń i zdjęć. Póki co przez kolejny tydzień z hakiem będziemy prowadzić gospodarstwo w składzie męskim.
***
Mamy długi weekend, jak co roku zresztą. W poniedziałek Kanada obchodzi oficjalne urodziny królowej Wiktorii…

… a więc long live the Queen, zarówno Wiktoria (metaforycznie rzecz jasna) jak i Elżbieta. Ta druga przyjedzie w lipcu Kanady, więc może nam się uda ją zobaczyć w Toronto. Prawdopodobnie mianuje nowego Gubernatora Generalnego (vice regenta), bo kadencja obecnej GG Michaëlle Jean dobiega końca.
***
Od lipca w Ontario i Kolumbii Brytyjskiej idą w górę podatki. W Ontario zamiast dwóch podatków, GST (5%) i PST (8%) będziemy mieć jeden HST (13%). Niby nie ma różnicy, tyle, że teraz za wiele produktów i usług płaci się tylko GST, więc sporo spraw zdrożej z dnia na dzień o 8%. Mam nadzieję, że rządząca naszą prowincją Partia Liberalna dostanie za to po uszach przy następnych wyborach.
***
Słucham ostatnio sporo fajnej muzyki z pogranicza gatunków, najczęściej to pogranicze folku, bluesa, alt-country, bluegrassa i czegoś tam jeszcze. Prawie na okrągło lecą mi różne płyty Slim Cessna’s Auto Club a dzisiaj trafiłem na coś równie niesamowitego, a mianowicie Legendary Shack Shakers, którzy grają coś co się nazwa swamp coś tam. Rewelacja jak dla mnie. W ogóle jestem zafascynowany tym co robią muzycy na amerykańskim Południu, zwłaszcza w okolicach Denver. Nie dość, że muzyka bardzo oryginalna to jeszcze słowa są bardzo niezwyczajne. Sporo jest w tym bardzo metaforycznych i przewrotnych odwołań do ludzkiej kondycji, etyki i religijności. Sporo też ciemnych klimatów i trudnych tematów, taki południowy gotyk. Może to co napisałem brzmi nieco górnolotnie, ale tak właśnie tę muzykę odbieram.
Ale sami posłuchajcie… Najpierw “Pinetree Boogie”


Potem “CB Song”

I jeszcze “No Such Thing”


Na koniec proponuję jeden smakowity kawałek Slim Cessna’s Auto Club i jeden kawałek Munly’ego z Munly & The Lee Lewis Harlots, którego muzykę już tu kiedyś prezentowałem:
“Children of the Lord”


Big Black Bull Comes Like A Caesar