September 30th, 2009
Jesień idzie

Obraz “Autumn in Orillia” namalował Franklin Carmichael, jeden z członków słynnej kanadyjskiej Grupy Siedmiu.
Za oknami kolejna, już siódma, kanadyjska jesień, ale pierwsza w naszym domu. Dwa dni temu minął własnie rok odkąd podpisaliśmy papierek. Zaczyna się czas długich wieczorów przy kubku gorącej herbaty i winie. Wtuleni w swetry wracamy do książek, które już kiedyś czytaliśmy albo odkrywamy nowe książkowe światy. Długie wieczory sprzyjają muzyce i filmom, budzą się w nas jesienne smaki i zachcianki, zaczynamy mieć ochotę na bigos i gulasz. Nawet nasz pies chrapie jesiennie i zaczyna jeść więcej niż zwykle, nieodłączny znak, że przygotowuje się do zimy. Na warzywnych straganach zrobiło się kolorowo od dyni, kabaczków i pysznych purpurowo-granatowych ontaryjskich winogron. To pora kiedy zajadamy się soczystymi i chrupiącymi jabłkami z podtorontońskich sadów, które tak smaczne i aromatyczne są tylko o tej porze roku. Mgliste wieczory przynoszą zapach palonego w kominkach drewna i z dnia na dzień stare torontońskie domy robią się coraz bardziej przytulne. W ogrodach pojawiły się ogromne dynie i słomiane zabawki, nieomylny znak, że za progiem Halloween. Robię szybki skrót myślowy, że powinniśmy pamiętać o słodyczach dla przebranych w kostiumy dzieciaków, na pewno zastukają do drzwi. I może jakiś karmnik dla ptaków w końcu uda nam się postawić w ogrodzie?
Czas pojechać z M. za miasto i poszukać kolorowych liści. To właśnie jesienią widać najbardziej jak piękna jest kanadyjska przyroda wokół nas.
Wieczorami będziemy snuć ciepłe jesienne myśli, grzać zmarznięte kości i nadrabiać różne zaległości słuchając muzyki, ot choćby takiej jak to, co przysłała mi nie tak dawno Atsanik. Słuchamy i słuchamy na okrągło…
Sophie Zelmani
i inna, bardziej przewrotna…
I jeszcze jedna…