Poproszę pół funta kiełbasy i litr benzyny.


Mamy w Toronto pierwszy heat alert, czyli ostrzeżenie o upałach. Dzisiaj żar leje z nieba od rana, w cieniu było prawie 30 stopni i pies całkiem mi padł. Kopie sobie dziury w ziemi, po czym kładzie sie brzuchem na swieżo rozkopanej warstwie i chłodzi… Idealny dzień na jakiś lekki temat.
***
Jednym z najbardziej niezwykłych i wymagających od nowoprzyjezdnych sporo inwencji, cierpliwości i samozaparcia aspektów życia w Kanadzie jest tutejsza mieszanka miar i wag. Niby wszystko jest proste. Na fali zmian, które ogarnęły prawie wszystkie kraje anglojęzyczne poza Stanami Zjednoczonymi kilka dekad temu kraj przeszedł z tradycyjnego systemu miar i wag brytyjskich (imperial) na system metryczny. No ale to tylko teoria. Podobnie jak w Anglii, starsze pokolenie używa dalej starego systemu a młodzież używa mieszanki. Zresztą nie da się inaczej, choćby przez to, że u naszych południowych sąsiadów system metryczny jest abstrakcją używaną tylko i wyłącznie przez naukowców.
W praktyce wygląda to tak, że panuje kompletny chaos. Tak więc odległości na mapach, znakach drogowych i ograniczenia prędkości podawane są w kilometrach. Jeśli jednak ktoś kupił auto w Stanach, to musi sobie przeliczać mile na kilometry we własnym zakresie.

Benzynę na stacjach sprzedaje się na litry, mleko w sklepie też, ale na tym kończy się metryczność cieczy. Soki, puszki i przetwory mają standardowe wielkości w ciekłych uncjach (oz), kwartach albo galonach, choć często podawane są też wielkości metryczne, których i tak nikt nie uzywa, bo we wszystkich przepisach jasno stoi: weź X-uncjową puszkę pomidorów, dodaj kubek/kwartę/itp. wody i tak dalej. Czym głębiej tym trudniej. Piwo w pubach sprzedaje się co prawda na pinty, ale nie są to pinty brytyjskie, tylko mniejsze, amerykańskie (niecałe pół litra). Farbę kupujemy na kwarty i galony, za to oliwę na litry. Jak wspomniałem, benzynę kupujemy w litrach, ale jeśli pytamy kogoś ile pali jego auto to zawsze odpowie nam w milach na galon (mpg), co trzeba sobie samemu przeliczyc na l/100km.

Ceny owoców, warzyw mięsa i serów najczęściej podawane są w dolarach za funta, choć owoce często sprzedawane są na ilość (3 cytryny za $1, 4 mango za $5) albo suche pinty (borówki, pomidory koktajlowe). Choć ceny mięsa są w dolarach za funta ($/lb) wagi są kalibrowane albo metrycznie albo tradycyjnie, zależy od sklepu.

Kiedy zapytamy Kanadyjczyka o wzrost i wagę w 99% odpowie, że ma X stóp i Y cali, a waży Z funtów. To też odstępstwo od brytyjskiej normy, bo sami Brytyjczycy ważą się w kamieniach (stone), z których Kanadyjczycy często się podśmiewają. Żaden Kanadyczyk, którego znam nie zna swojego wzrostu w centrymetrach.

Działki budowlane mierzymy w stopach i akrach, natomiast powierzchnię domów w stopach kwadratowych, choć zdarzają się wyjątki, kiedy powierzchnię podaje się w m2, czego z kolei nie rozumie wielu Kanadyjczyków. Tkaniny kupujemy na jardy, wykładziny na stopy bieżące a podłogi drewniane na stopy kwadratowe.

Wszystkie materiały budowlane kupujemy tradycyjnie. Królują funty, uncje, cale, stopy i galony. Zdarzają się inne miary, ale rzadziej.

Temperaturę w radiu i telewizji podają tylko w Celsjuszach, ale mniej więcej połowa populacji używa Fahrenheitów, które dla mnie są jedyna nieprzetłumaczalną w prosty sposób jednostką imperialną.

Kiedy już się wyuczyliśmy co jest co przychodzi pora na wyższą jazdę. Wizyta w sklepie z drewnem szybko uświadamia nam, że deski się mierzy albo na “stopy deskowe” (board feet) albo stopy bieżące, albo na standardowe rozmiary, jak na przykład 2x4x8 czy 2x6x10. Teoretycznie oznacza to deskę, która ma dwa cale grubości, 4 cale szerokości i osiem stóp długości, ale w praktyce deska jest nieco węższa i ciensza. Kiedy już uporamy się z deskami przychodzi czas na gwoździe i wkręty. Gwoździe mają swoje własne miary (2d, 3d itp.) natomiast wkręty sprzedawane są w calach, na przykład 1×1 1/4. Potrzebne nam są jeszcze śruby i klucze. Jedne i drugie sprzedaje się albo w wielkościach calowych, albo w metrycznych i potem trzeba uważać, bo calowe klucze nie pasują do metrycznych śrub i na odwrót…

Papier kupujemy tylko w formatach calowych, dwa najpopularniejsze to legal (8,5×14) i letter (8,5×11), choć papier fotograficzny oczywiście jest w innych rozmiarach. Ani o A4 ani o A3 nikt nie słyszał, zresztą i tak nie pasuje do tutejszych kopert:)

Przez to wszystko życie jest oczywiście o wiele ciekawsze. Ja sam uwielbiam tradycyjne miary i wagi, bo dobrze mi się kojarzą. Moja babcia używała śląskich funtów a cale są po dziś dzień używane na Śląsku do określania średnicy rur i tym podobnych. Niech więc żyją cale i funty, dodaje to kolorytu codzienności.