October 23rd, 2009
Toronto 23 października
Kończy się kolejny tydzień. Jak ten czas pędzi…
Za oknem od rana plucha, zimno i paskudnie wieje. Jutro i w niedzielę ma być podobnie. A mieliśmy zamiar pojechać w końcu za miasto. No coż, zawsze możemy wyskoczyć gdzieś do miasta. Dzisiaj zaczyna się ogromny kiermasz książek w Trinity College a poza tym kiedyś musimy w końcu domęczyć okno, które remontujemy już ponad miesiąc. Póki co okno jest gustownie oklejone zieloną taśmą ochronną i zakryte kawałkiem dykty.
****
Kilka dni temu otwarłem rano drzwi, żeby wyprowadzić psa na poranny spacer i jeden rzut oka wystarczył, żebym zaklął w duchu. W nocy przyszła banda szopów, które wywróciły nasz zielony kosz na odpadki organiczne. Te kosze są niby tak zrobione, żeby szopy się nie mogły dobrać do zawartości, ale szopy słyną z tego, że doskonale sobie radzą z otwieraniem różnych zamkniętych pojemników. Rozwlokły więc zawartość kosza po trawniku, ogryzły dokładnie wszystkie kości z kurczaka i ogólnie narobiły bałaganu. Po spacerze z psem musiałem więc przebierać naszą kilkudniową historię kulinarną. Zwykle dobierają się do kosza sąsiadów, ale tym razem padło na nas. No trudno, zima idzie więc nawet szopy się szykują. I tak czuję do nich dużą sympatię i podziwiam ich inteligencję i zaradność. Swoją drogą, na codzień szopia rodzinka mieszka wysoko na naszej wierzbie za domem. Zwykle schodzą na dół koło dziewiątej w nocy i wtedy musimy uważać, żeby nie wypuścić do ogrodu psa, bo obawiam się, że w konfrontacji z szopami nie miałby dużych szans. Jak widać faunę mamy bujną. Jak nie skunks to szopy. Wolę jednak zwierzęta niż spaliny albo betonową dżunglę.
****
Nigdy nic nie wygrywamy. Kilka razy udało nam się trafić trójkę albo wygrać kilkadziesiąt dolarów w kasynie, ale poza tym nic. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie kiedy wczoraj otwarłem maila z wiadomością, że wygrałem bon na $100 do sklepu spożywczego. A to dlatego, że jakoś dwa miesiące temu robiono ankietę na temat wpływu lunchu i śniadania na ogólne samopoczucie i wydajność pracowników. Trzeba było przez dziesięć dni roboczych wypełniać bardzo krótką ankietę i właśnie można było coś tam wygrać. Postanowiłem wypełniać choć nie dla nagrody, bo zakładałem, że i tak nie wygram. No i proszę…
Wczoraj w ogóle był dziwny, w pozytywnym sensie, dzień. Rano wpadła do mnie na kawę moja dobra koleżanka D. i przyniosła mi w ramach niespodzianki płytę. Potem A. podrzuciła mi książkę, na którą od jakiegoś czasu poluje M. (Marion Zimmer Bradley – The Mists of Avalon). A. udało się ją znaleźć gdzieś za darmo wśród używanych książek. Może też uda mi się w końcu to przeczytać, to klasyk fantasy, oparty na legendach o królu Arturze.
Po południu dostałem maila od agenta, z którym kupowaliśmy rok temu dom. Dostaliśmy zaproszenie na obiad i losowanie samochodu:) No proszę państwa, dziwy powiadam, dziwy.
****
Za oknem dalej leje. Czas wracać do pracy, a potem weekend.
****
Traydycyjnie czas na muzykę na weekend. Dzisiaj pozytywny kawałe z płyty, która jest bardzo pogodna, bardzo mi się podoba i którą niedługo wstawię w całości. A narazie próbka. A więc Dámy a Pánové, Andy Palacio i “Watina” z płyty o tym samym tytule. I pogodnego weekendu życzę. Trzymajcie się zdrowo. Do Ontario nadciąga właśnie druga fala H1N1.
