Dwa filmy z klonowym liściem w tle


Dzisiaj chciałem Państwu zaproponować dwa obrazy z liściem klonowym w tle. Oba filmy to obyczajowe komedie o dorastaniu, zabawne i refleksyjne jednocześnie.



Film pierwszy to New Waterford Girl. Akcja dzieje się w latach siedemdziesiątych w New Waterford, małym górniczym miasteczku na Cape Breton Island w Nowej Szkocji. Moonie Pottie (Liane Balaban) jest nastolatką, której marzy się wielki świat. Niestety w New Waterford o wielkim świecie prawie nikt nie ma pojęcia. Większość mieszkańców to katolicy, których życie toczy się tym samym trybem od lat. Starsi zakładają rodziny a młodsi spędzają czas na randkach, w barach i na imprezach. Kiedy w miasteczku pojawia się Lou Benzoa (Tara Spencer-Nairn) dziewczyna z zewnątrz, do tego nie katoliczka, Moonie w końcu znajduje kogoś z kim może spędzać czas inaczej niż do tej pory. Oczywiście wszystko nie jest takie proste, a splot zdarzeń zaskakuje i kluczy… Nie chcę zdradzać za wiele, ale polecam wszystkim, którzy lubią filmy tego typu, czyli niezależne produkcje pokazujące życie gdzie indziej. Bardzo ładne obrazy, doskonała gra aktorska i bardzo ciekawy obraz kanadyjskiej katolickiej prowincji sprzed lat…



Od siebie dodam, że Cape Breton do tej pory jest miejscem niezwykłym. Pięknie tam i pewnie gdybym się tam wychował to tęskniłbym gdybym musiał wyjechać, ale zdaje sobię sprawę, że życie tam musi być bardzo trudne. To jedno z tych miejsc których się nie zapomina, nawet jeśli się tam było tylko raz.



Drugim filmem, który chciałem wszystkim polecić jest Whip it. Co prawda robiony w Stanach i akcja dzieje się w Teksasie, ale w roli głównej występuje Kanadyjka z Nowej Szkocji, Ellen Page (Juno). Poniekąd to film na podobny temat co New Waterford Girl – Bliss Cavendar (Page) to nastolatka mieszkająca niedaleko Austin. Marzeniem matki Bliss jest zwycięstwo córki w konkursie piękności, natomiast sama zainteresowana ma zupełnie inne plany. Podczas jednej z wypraw do Austin w ręce Bliss wpada pewna ulotka. Oczywiście od tego momentu wszystko się zmienia… Film jest bardzo zabawny, a jednocześnie niezwykle ciepły, jak wszystkie filmy z Ellen Page, które widziałem do tej pory (poza doskonałym Juno polecam też Smart People). Niby to konflikt pokoleń i film o dojrzewaniu, ale opakowany i podany w sposób, który jednocześnie bawi i skłania do refleksji, to samo zresztą można powiedzieć o New Waterford Girl. Polecam!



wakacyjne impresje – I


Kilka migawek z wakacyjnej codzienności…

———-

I jeszcze raz toster;)

Codzienność śniadaniowa. Przenośny toster na gaz

———-

śniadanie na trawie w naszym wykonaniu....

śniadanie na trawie w naszym wykonaniu....





Celtowie, łosie, góry i ocean czyli wakacje na Cape Breton (NS)


capebreton1

Za nami dwa tygodnie na szlaku. Przejechaliśmy ponad pięć i pół tysiąca kilometrów, spotkaliśmy miłych ludzi i dzikie zwierzęta, spaliśmy nad oceanem i łazili po górach. Trudno taką ilość wrażen ogarnąć myślą, a co dopiero jakoś ciekawie i sensownie opisać… Jednym słowem wróciliśmy z niezwykle udanych wakacji w Nowej Szkocji. Zdjęcia będą nieco później, póki co polecam zdjęcia M. a także jej wersję naszej wyprawy (każde z nas pisało nie wiedząc co napisze drugie).

Kiedy dwa lata temu pojechaliśmy na Wyspę Księcia Edwarda i do Nowego Brunszwiku na momencik przekroczyliśmy granicę Nowej Szkocji i obiecaliśmy sobie z M., że jeśli nam się uda to jeszcze tam wrócimy. W zeszłym roku się nie udało i wylądowaliśmy w Adirondacks, za to w tym roku już od dawna szykowaliśmy się na podbój Nowej Szkocji. Ale po kolei…

//poniedziałek//

Nie idę do pracy. Wcześnie rano odstawiamy z siostrą psa na psią farmę a potem robimy sobie małą bratersko-siostrzaną wycieczkę do Hilton Falls, gdzie poza niezłym wodospadem jest sporo ładnych szlaków. Ot taka rozgrzewka przed wakacjami.

//wtorek//

Nie idę do pracy. Idea jest taka, że pakuję od rana graty do auta, M. wychodzi szybciej z pracy, wsiadamy i jedziemy aż za Montreal, gdzie mamy spać. O dziwo wszystko idzie zgodnie z planem, choć w pewnym momencie wydaje mi się, że nasze graty się magicznie rozrastają i nigdy nie uda mi się tego wszystkiego zapakować do auta. Wyruszamy z Toronto bardzo szybko, na autostradzie nie ma korka, przez Montreal i jego słynne mosty przemykamy bez żadnych problemów. Docieramy do motelu gdzie wita nas smętnie siedzący na recepcji gość i pies. Pies wydaje się być o wiele bardziej zadowolony niż jego pan z naszego przybycia, co chyba nie do końca podoba się recepcjoniście. Ale co tam, pokój czysty, tanio jak na Montreal.

******