Nie piszę, bo…

ResVaria   January 17, 2017   No Comments on Nie piszę, bo…

Nie piszę, bo musiałbym zacząć walić plugawym słownictwem na odlew. Świat zupełnie stanął na głowie, a może tylko ostatnie dwie dekady z kawałkiem były błędem statystycznym? Kto wie. Może wracamy do normy, a może do lat 30 zeszłego stulecia. Tak czy siak trudno być optymistą gdy z każdej strony dobiegają wrzaski, groźby i bluzgi. Politycy zacierają ręce kiedy ludzie dzielą się na obozy i przestają z sobą rozmawiać. Divide et impera… Każdy ma swoją jedynie słuszną rację, której będzie bronił do kropli krwi ostatniej. Wracają sztandary i ideologie. Te brunatne ładnie zamalowali barwami narodowymi i frazesami o tradycji i powrocie do korzeni. Znowu maszerują po ulicach i chcą robić porządek. Wróg zawsze się znajdzie. W parlamentarnej ławie, budce z kebabem albo w miejskim autobusie. Porządek ma być jeden. Ich.

Ci pod drugim sztandarem często nie lepsi. Kiedy ktoś się z nimi nie zgadza zaraz wytaczają ciężkie działa, oskarżając o rózne -izmy. Jednostka dla nich nic nie znaczy, bo cel uświęca środki. Ich czujne oczy cenzora w każdej dziedzinie życia znajdą problem, który natychmiast należy rozwiązać w imię sprawiedliwości społecznej. Nie widza, że swoim zachowaniem wpędzają ludzi pod skrzydła tych spod brunatnego sztandaru. Doszło do tego, że człowiek nie może zaprotestować głośno przeciw łamaniu prawa czy nazwać niektórych zjawisk po imieniu bez bycia posądzonym o rasizm, ksenofobię czy fanatyzm i bez bycia uznanym za niewykształconego głąba, który powinien milczeć i dać się prowadzić tym którzy wiedzą lepiej.

A co mają zrobić ci, którym nie po drodze ani z brunatnymi ani z tymi drugimi? Ci którzy wyznają zasadę “żyj i dać żyć innym w spokoju?” No właśnie, co? Zawsze można uciec w inne sprawy. W końcu słońce świeci tak samo niezależnie od tego, kto rządzi, tyle, że punkt widzenia oczywiście zależy to w dużej mierze od punktu siedzenia… Łatwo się piszę o ucieczce wewnętrznej kiedy największym problemem kraju jest to, czy premier powinien czy jednak nie powinien był dać się podwieźć na wakacje prywatnym samolotem znajomego miliardera. Oczywiście nie powinien, tu premier zrobił sobie u mnie minusa, nie tyle za samą eskapadę co za arogancję z która podchodzi do sprawy, ale jednak przyznajmy szczerze, na tle tego co się dzieje w Polsce, w Europie i u sąsiadów na południu to jednak zupełnie nie ta liga. Co nie znaczy, że to co za granicą nie spędza nam czasem snu z powiek… Póki co pozostaje zając się przyjemniejszymi sprawami. O czym chyba wkrótce…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *