Już po / 13 za nami

No i proszę, jesień na karku… Dziś kartka w kalendarzu przypomina, że minąłem kolejny kamień milowy na mojej ścieżce a już jutro stuknie trzynaście lat od przylotu do Kanady. Mniej lub bardziej regularnie odnotowuję tu kolejne kanadyjskie rocznice. Każda przynosi jakieś zmiany, każda zaczyna coś nowego. W naszym życiu nowy etap, nowe zdarzenia i nowe wyzwania. I tylko coraz starsi się robimy, co akurat powodem do radości nie jest, ale jak powtarzają moi rodzice – cieszmy się, co mają starsi od nas powiedzieć…?

Za nami bardzo udana przeprowadzka z przygodami, kilka tygodni życia z pudłami wokół, nieustające oswajanie nowej, bardzo przyjaznej przestrzeni, niezwykle udane acz krótkie wakacje nad jeziorem Erie i tak dalej. Dzieci są zachwycone nowym domem, bo mają o wiele więcej miejsca do zabawy. My się czujemy trochę jak na wsi, bo ptaki, drzewa i cisza. Oby tak dalej.

Wakacje. Tydzień w chatce na plaży. Dużo smacznego jedzenia, moczenia się w wodzie i łażenia po okolicy. Ryby złowione i zjedzone, obowiązkowa wizyta w parku narodowym Point Pelee zaliczona, żołądki zapełnione obfitymi i smacznymi plonami ontaryjskiego Hobbitonu. Tym razem mieliśmy na kilka dni gości – dwie zaprzyjaźnione dziewczny z Toronto (oryginalnie z Krakowa i okolic) z nieco młodszą od naszego syna córką. Nasze potomostwo bawiło się wzorcowo a my wieczorami mogliśmy się nacieszyć spokojnymi rozmowami przy kuflu dobrego ontaryjskiego piwa. Ot drobne radości. Ognisko też było, nawet kilka. Tylko latawca nie zdążyliśmy puścić.

Po powrocie czekały na nas pudła, pudła i jeszcze więcej pudeł. Ale o tym kiedy indziej. Zabraliśmy się w końcu do oswajania przestrzeni i całkiem dobrze nam idzie. Udało nam się znaleźć w sklepie sensowny piec gazowy z dużym piekarnikiem i od tygodnia gotujemy w końcu na gazie. Przy naszym stylu życia wąska kuchenka elektryczna okazała się bardzo szybko jedną z bardziej frustrujących rzeczy. Wiem, że to wymyślanie niby, ale kiedy kilka razy musiałem czekać pół godziny aż zagotuje się woda na makaron to myślałem, że diabli mnie wezmą.

W ogrodzie mamy sporo cienia od rajskiej jabłonki i winogron, więc niestraszne nam torontońskie upały. Swoją drogą tegoroczne lato jest rekordowo gorące i wszystkim dało dosyć w kość.

Ponieważ w końcu mamy miejsce nabyłem dwie porządne kolumny stereo, wzmacniacz prawie tak stary jak ja i porządny odtwarzacz płyt kompaktowych. Paradoksalnie, przez to, że ludzie się przerzucili na paskudnej jakości MP3 da się za psie pieniadze nabyć w Kanadzie i Stanach doskonały sprzęt HiFi. Do koloru do wyboru. Na przykład tutaj. Polecam. Jak ktoś nie słyszał jak dobrze może brzmieć w warunkach domowych muzyka nie wie co traci. Od lat zbieramy kompakty, więc na winyl się raczej nie przerzucę, ale dobrze nagrany kompakt to równiez duża przyjemność. Sporo ostatnio słuchamy i to miód dla uszu.

Odrobinkę poszarpanie dzisiaj, ale coś wena na pisanie się mnie nie trzyma. No i nie bardzo mam czas.

A na koniec płyta, która ostatnio mi chodzi po głowie. Kolejna świetna składanka Putumayo, Gypsy Caravan:


Do następnego razu….

One thought on “Już po / 13 za nami

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *