Chanukowe pączki z historią

Kupiłem dzisiaj w mojej ulubionej żydowskiej piekarni kilka prawdziwych pączków z powidłami i słodką chałę do domu a na lunch kawałek gefilte fisz, rogalika z kminkiem i drożdzówkę z serem. Pączki mają tylko na Chanukę. Nie są tanie, ale smak rozkoszny i nadzienie hojne. Nie dość że Chanuka to jeszcze Sabat się zbliża, więc ruch w interesie duży. Za ladą poza miłymi paniami Filipinkami kręciła się staruszka i staruszek w wieku bardzo zaawansowanym. Ostatnio pojawiają się rzadko, zwłaszcza on. Ich widok zawsze mnie cieszy.

Rodzina Kosowerów ma korzenie w żydowskich sztetlach południowej Polski. Gołda Elster urodziła się w wielodzietnej rodzinie w Mstowie (Amstev) ponad sto lat temu. Jako druga najstarsza córka Elsterów została wybrana do emigracji do Kanady. W Polsce zostali rodzice i siedmioro rodzeństwa. Miała piętnaście lat, jechała do babci i wujka, którzy wyemigrowali kilka lat wcześniej. Z czasem do Gołdy dołączyły dwie inne siostry. Reszta… sami możecie się domyślić. W ich przypadku trafiło na Treblinkę.

Gołda zaczęła od pracy w szwalni w centrum miasta. Niestety nie miała talentu do szycia. Jej wujek się nad nią zlitował i zatrudnił w kasie kina Photodrome, którego był właścicielem. Nie miała lekkiego życia – praca w kasie, nauka angielskiego a za oceanem rozpętywało się powoli piekło…

Alter urodził się rok przed Gołdą w innym sztetlu. Przyjechał do Kanady kiedy miał osiemnaście lat i pracował jako czeladnik w piekarniach Toronto i Hamilton. Wiadomo, że lepiej być na swoim, więc pracował dzień i noc, żeby zaoszczędzić pieniądze na własną piekarnię. Film był jego pasją i przez kino poznał Gołdę.

Kiedy szaleniec z wąsem dogorywał patrząc na ruiny i zgliszcza swojej chorej wizji a przedwojenny świat Żydów w Europie zniknął raz na zawsze, młode małżeństwo Kosowerów przygotowywało się do otwarcia swojej własnej piekarni. Był 8 maja 1945 roku… Dzień później na ulicach Toronto tłumy wiwatowały z radości. Zaczynała się nowa epoka, świat miał być lepszy.

Dziś na ścianach piekarni wiszą piękne stare zdjęcia rodzinne Kosowerów. To jedno z niewielu miejsc w Toronto gdzie można dostać prawdziwe pączki, chałki i domowe gefilte fisz. Jeśli będziecie w okolicy to koniecznie zajrzyjcie, warto. Może spotkacie za ladą staruszków. A nawet jeśli nie, to nie szkodzi, ich przodkowie będą się do Was uśmiechać ze ścian, przypominając, że tu w Toronto prawie wszyscy skądś przyjechaliśmy, zostawiając za sobą inny świat. I że przyjęto nas tu z otwartymi rękami.

Freilichen chanukah!

/źródło: http://www.harbordbakery.ca /

6 thoughts on “Chanukowe pączki z historią

  1. Alicja

    Świetny post i świetna muzyka. Kanada faktycznie dzisiaj przyjęła pierwszych grupowych Syryjczyków. Oby mieli u Was dobrze!
    W YVR nie ma takich starych żydowskich miejsc. Sa takie nowsze, prowadzone przez dzieci tych co wyladowali na wschodnim wybrzeżu. Podejrzewam też, że i Wasze dzieci tam sie znajda. Kanada to wstęp do raju, ale zachodnie wybrzeże to już prawdziwy raj.
    Pozdrowienia,
    Alicja

    Reply
  2. ResVaria Post author

    Dzięki za wytrwałość w komentarzach Alicja. Komentatorzy blogowi to chyba gatunek zagrożony wyginięciem 🙂

    Reply
  3. ResVaria Post author

    @Karuzela – ależ oczywiście: 115 Harbord St, Toronto, ON M5S 1G8
    Najłatwiej dojść od stacji metra Spadina wzdłuż ulicy Spadina na południe i potem skręcić na zachód w Harbord. Przy Harbord jest kilka ciekawych sklepów i restauracji, między innymi swietna księgarnia Sci-Fi fantasy (Bakka-Phoenix), trzy inne księgarnie specjalistyczne, fajny (drogi) sklep z japońską ceramiką i tak dalej. Po drodze mija się przy Spadina jeden z największych antykwariatów w Toronto, Ten Editions Bookstore. No i oczywiście zaraz obok jest cały historyczny campus University of Toronto z wieloma ciekawymi budynkami, podwórcami, ogrodami i tak dalej. Idąc dalej Spadina na południe dojdziesz do College Street. Na zachód jest Little Italy, na południe Chinatown a na południowy zachód Kensington Market.

    Marzec nie jest zbyt ciekawy, Toronto jest wtedy dosyć szare i bure po zimie, ale mam nadzieję, że Ci się spodoba. Na jak długo przylatujesz?

    Reply
    1. Karuzela

      Niestety w marcu w Toronto nie będę. Bratowa męża na Wielkanoc leci do Europy, więc…Ale dłużej w Arizonie o tej porze roku, dla mnie bezcenne ! Dzięki za opisową “wędrówkę” po Toronto, a jednak żal !

      Reply
      1. ResVaria Post author

        Karuzela – mam nadzieję, że co się odwlecze to nie uciecze:) A do Toronto najlepiej przyjechać w maju albo wrześniu. W zimie mamy mrozy a lata są dla nieprzyzwyczajonych zabójczo wilgotno-parne.

        Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *