Muzyczna wycieczka do Iranu


Prezentowałem w moim blogu już dosyć sporo muzyki tureckiej i sufickiej więc dla odmiany postanowiłem zapodać mała pigułkę muzyki perskiej.

O Iranie sporo ostatnio mówi się w mediach, choć tak naprawdę od rewolucji islamskiej i ucieczki szacha Iran stał się miejscem, które z jednej strony przyciąga uwagę całego świata, z drugiej pozostaje miejscem tajemniczym, choć do niedawna dostępnym dla większości Europejczyków. Nam niestety do tej pory nie udało nam się dotrzeć do tego niezjke ciekawego kraju, ale kto wie, może kiedyś się uda. Nasz dobry kolega ze studiów wybrał się do Iranu kiedy mieszkaliśmy z M. w Turcji i opowiedział nam to i owo.
Iran ostatnio kojarzy się ludziom przede wszystkim ze zwariowanym prezydentem, brodatymi fanatykami religijnymi i państwem totalitarno-teokratycznym, ale to tylko jedna strona medalu. Iran, zwany dawniej Persją jest jednym z najstarszych centrów cywilizacji i pomimo spustoszeń z czasów absolutnej władzy szacha, późniejszej rewolucji pod wodzą Chomeiniego i wyniszczającej wojny z Irakiem jest to kraj świadom swojej niezwykle bogatej spuścizny kulturowej. Język perski, który jest językiem indoeuropejskim, przez stulecia pełnił rolę podobną do łaciny w Europie. W cywilizacji islamu tradycyjnie arabski był językiem religii, prawa i nauki a perski pozostawał językiem sztuki i literatury. Zasięg kulturowy perskiego rozciągał się na praktycznie cały świat islamu, od Indii po Afrykę Północną. W Imperium Osmańskim perski pełnił rolę języka dworskiego i do dziś w tureckim jest ogromna liczba perskich zapożyczeń…

Od czasów rewolucji zarówno w USA jak i w Kanadzie mieszka bardzo wielu Irańczyków, którzy musieli wyjechac. Są to w większości ludzie doskonale wykształceni i bardzo sympatyczni. Rządy szacha i samą rewolucję doskonale opisał Ryszard Kapuściński w wydanym w 1982 roku “Szachinszachu“. To jedna z książek, które zdecydowanie warto przeczytać, żeby lepiej zrozumieć to co się teraz dzieje w Iranie i nie tylko. Polecam wersję polską, bo wersja angielska jest niestety ocenzurowana, co ze zdumieniem odkryłem kiedy przygotowywałem jakiś referat o Iranie.

Ale czas na muzykę… Oto dwie płyty zespołu Niyaz z tego samego albumu Nine Heavens, jedna ‘elektryczna’ a druga akustyczna. Obie bardzo mi się podobają i mam nadzieję, że sprawią Wam przyjemność. Niyaz jest zespołem emigracyjnym, jego członkowie mieszkają i nagrywają w USA. Jeśli ktoś chciałby sobie kupić to można dostać w Amazonie albo w Emusic. Muzyka jest bardzo żywa, świetnie zagrana, nagrana i zaśpiewana więc doskonale się tego słucha. Mam nadzieję, że zjawią się z jakimś koncertem w Toronto. A więc proszę bardzo:
Najpierw wersja elektryczna…




… a potem wersja akustyczna, która mnie podoba się chyba nawet bardziej…



Na marginesie dodam, że w Toronto czasem chodzimy do bardzo dobrej i niezbyt drogiej restauracji irańskiej, która moim skromnym zdaniem jest jednym z najciekawszych kulinarnych zakątków w naszym mieście. Jeśli ktoś będzie w okolicach to szczerze polecam, choć często potrzeba wcześniej robić rezewację, bo restauracja jest bardzo mała. Nazywa sie The Pomegranate i łatwo do niej trafić, jest o rzut beretem z University of Toronto.

PS. Od kilkudziesięciu lat w Iranie robi się bardzo dobre kino. Jeśli jeszcze nie widzieliście to koniecznie zobaczcie Children of Heaven.
PPS. Następnym razem chyba będzie muzyka z północnej Afryki (desert blues) i Natacha Atlas:)



Athena – muzyka na wiosenny weekend


Za oknem wiosna pełną gębą, więc czas na jakąś żywą muzykę. Proponuję kilka kawałków z dosyć już starej płyty stambulskiej grupy ska-punkowej Athena Tam Zamanı Şimdi. Płyta wyszła w roku dwutysięcznym i kiedy mieszkaliśmy w Ankarze piosenki Atheny puszczali dookoła na okrągło. To bardzo pozytywne, energiczne i szybkie rytmy przy których doskonale się sprząta, gotuje albo coś podobnego. Zwykle nie słucham ska, ale to w wykonaniu Atheny nie jest czyste gatunkowo, poza tym wydaje mi się, że turecki, ze swoją harmonią samogłoskową*** doskonale do tej muzyki pasuje.

athena

—————————————————
***No i wzięło mnie na językoznastwo. Pewnie przez dyskusję z Alicją i innymi na temat polskiego
W tureckim jest osiem samogłosek: a, e, i, ı (czyta się jak polskie y), o, ö, u, ü. Harmonia samogosek polega na tym, że w wyrazach prawie zawsze (jest bardzo niewielka liczba wyjątków obcego pochodzenia) pierwsza samogłoska wyrazu niejako ustala pozostałe samogłoski tego samego wyrazu i wszystkich sufiksów jakie się do danego wyrazu dołącza. Brzmi to może zagmatwanie, ale w praktyce to dosyć proste. Są dwie grupy samogłosek, które “trzymają się” razem:
e, i, ö, ü
a, ı, o, u
Zgodnie z zasadą w wyrazie nie może więc być samogłosek z dwóch różnych grup, na przykład i po a (poza wyjątkami obcego pochodzenia)
Oto kilka przykładów:
güzel – ładny/a/e
çocuk – dziecko
unuttu – zapomniał/a/o
öptü – (po)całował/a/o

sufiks -lar/-ler tworzy w tureckim liczbę mnogą. Zgodnie z harmonią samogłoskową w wyrazach których ostatnią samogłoską jest a, ı, o, u dodaje się sufiks -lar, natomiast w wyrazach z samogłoskami z drugiej grupy (e, i, ö, ü) doaje się sufiks -ler. A więc:
ev (dom) – evler (domy)
at (koń) – atlar (konie)
çocuk (dziecko) – çocuklar (dzieci)
gül (róża) – güller (róże)
biber (papryka) – biberler (papryki)
patlıcan (bakłażan) – patlıcanlar (bakłażany)
özellik (właściwość) – özellikler (właściwości)
I tak dalej. Ładnie to brzmi w praktyce, bo zwłaszcza ‘umlauty’ czyli ü,ö brzmią melodycznie. Do tego tureckie ‘l’ oraz ‘r’, bardzo często występujące, są dźwięczniejsze niż w polskim.



Muzyka turecka, tym razem z gór


ege



Przeglądając naszą kolekcję muzyki tureckiej trafiłem na płytę, którą doskonale reprezentuje gatunek, który po turecku nazywa się Yörük Türküleri, co trudno przełożyć na polski. ‘türküler’ to liczba mnoga od nazwy gatunku muzycznego ‘türkü’, poniekąd ‘melodia’ albo ‘piosenka’. Natomiast ‘Yörük’ to nazwa własna ludów koczowniczych, które przez stulecia prowadziły w Anatolii i na Bakanach wędrowny tryb życia. Czasem spotyka się w polskiej literaturze naukowej spolszczenie ‘Jurucy’ albo ‘Jurukowie’, ale nie do końca mnie ta forma przekonuje. W każdym razie muzyka, którą dzisiaj chciałbym zaproponować to album tradycyjnych melodii koczowników z zachodniej części gór Taurus. Aranżacje są współczesne, przez co muzyka jest dosyć dynamiczna, przynajmniej ja ją tak odbieram. Jak to zwykle z muzyką turecką, albo się ją lubi albo nie, zwłaszcza, że sporo tu zurny i sazu. Ocenę pozostawiam szanownym czytelnikom, ale póki co proszę posłuchać. Gra i śpiewa dla Państwa Sümer Ezgü. Ja bardzo lubię trzeci utwór.
PS. Jeśli komuś się spodoba to podpowiadam, że płytę można legalnie kupić w emusic.com



Rembetiko Alaturka*


Akdeniz



Dzisiaj proponuję bardzo dobrą płytę jednego z moich ulubionych tureckich zespołów czyli Yeni Türkü. Płyta nazywa się Akdeniz Akdeniz i nawiązuje do bogatych osmańskich tradycji morskich. W czasach świetności Imperium Osmańskiego sułtańska flota była aktywna od Morza Czarnego aż po Morze Czerwone i Ocean Indyjski. Co prawda osmańskie wpływy zmniejszyły się wraz z końcem imperium, ale nawet to co pozostało po rozpadzie państwa Osmanów, czyli dzisiejsza Turcja, jest państwem morskim.

Morza oblewające Tucję to Akdeniz (dosłownie ‘Morze Białe) czyli Morze Śródziemne, Ege Denizi czyli Morze Egejskie, Marmara Denizi czyli Morze Marmara i Karadeniz czyli Morze Czarne. Kara to po turecku “czarny”, “zły” raczej w sensie abstrakcji niż koloru. Stąd Kara Mustafa to Czarny/Zły Mustafa a kara haber to ‘zła nowina’. Kolor czarny po turecku określa się słowem siyah.

Na płycie Akdeniz dominuje rembetiko, zwane również rebetiko. Jest to rodzaj muzyki, która powstała w tawernach i barach miast portowych Imperium Osmańskiego, zwłaszcza w Izmirze, Stambule i Salonikach. Tak jak w Imperium Osmańskim, w którym ten gatunek powstawał, w rembetiko mieszają się bogate tradycje różnych kultur, języków, religii i zwyczajów. To dawno miniony świat w którym można usłyszeć wołania żydowskich handlarzy w Stambule i Izmirze, odgłosy ormiańskiej karawany kupieckiej zagłuszją nawoływania muezina, wzywającego wiernych na modlitwę, greccy rzemieślnicy budują statki dla sułtańskiej floty a arabscy Beduini targują się o cenę za wynajem wielbłądów dla karawany która wyruszy do Bagdadu…

Utwory na płycie nie są tradycyjnym rembetiko, bo Yeni Türkü co prawda czerpie z tradycji, ale przetwarza i tworzy na swój sposób. Mimo to, mam nadzieję, że muzyka Wam się spodoba. A na tradycyjne rembetiko też nadejdzie czas.
———————–
*Alaturka (z włoskiego alla turca) – 1. W starym tureckim albo osmańskim stylu, po turecku/osmańsku, zgodnie z turecką tradycją. Przeciwieństwo alafranga. 2. Nieuporządkowany, chaotyczny.

Alafranga (z włoskiego alla franca) -W stylu Franków (= zachodnim), po Europejsku. Przeciwieństwo alaturka.



Muzyka turecka, ciąg dalszy


Zanim zacznę na dobry początek rozgrzewający kawałek w wykonaniu Kardeş Türküler i Neşet Ertaş (wym. Neszet Ertasz) – Yanıyorum (‘Spalam się’):

Każdy kto choć trochę interesuje się muzyką turecką powinien koniecznie obejrzeć film dokumentalny Crossing the Bridge – The Sound of Istanbul. O filmie wspomniałem już kiedyś przy okazji krótkiego postu o Mercan’ie Dede. Dla tych którzy Crossing the Bridge nie widzieli kilka słów wyjaśnienia. Film opowiada o podróży basisty zespołu Einstürzende Neubauten do Stambułu w poszukiwaniu ciekawych dźwięków. Alexander Hacke, czyli rzeczony muzyk, odkrywa zarówno stare jak i nowe brzmienia jednego z najciekawszych miast świata (moim zdaniem). Obok wspomnianej w poprzednim poście Sezen Aksu muzyk znajduje tak fascynujące postacie stambulskiej sceny muzcycznej jak Aynur, Ceza, Baba Zula czy robiący międzynarodową furorę Mercan Dede. Ale po kolei…

Jak wiadomo w Turcji poza Turkami mieszka ogromna mniejszość kurdyjska, w niektórych regionach będąca większością, a także inne mniej liczne mniejszości. Wszyscy wiedzą, że Kurdowie nie za bardzo kochają się z Turkami, ale problem turecko-kurdyjski jest o wiele bardziej złożony niż wydaje się na pierwszy rzut oka, bo w wielu rodzinach są korzenie kurdyjskie i tureckie, sami Kurdowie podzieleni są na różne klany a w wielkich miastach jak Stambuł albo Ankara obok Turków mieszkają miliony Kurdów. Przyjaźnią się z sobą, mieszkają obok siebie i tak dalej. Zresztą charakterystyczną cechą Imperium Osmańskiego było to, że sułtanowie zawsze chętnie widzieli w swoim państwie różne mniejszości i społeczeństwo osmańskie było prawdziwie wielokulturowe i wieloreligijne w czasach kiedy w Europie przelewano krew ‘heretyków’ i wyrzucano siłą Żydów.



Muzyka turecka, część I


Muzyka turecka spodobała mi się właściwie od pierwszej piosenki. A tą pierwszą piosenką było Yedi Küle, tradycyjna ballada więzienna, którą poznałem w wykonaniu Yeni Türkü jednego z najpopularnıejszych zespołów, który poza tą piosenką ma w repertuarze głównie poezję śpiewaną w tonacjach bardziej europejskich. Ale wróćmy do piosenki. Tytułowe Yedi Küle, co znaczy ‘Siedem wież’ to część murów obronnych Stambułu, pochodzących jeszcze z czasów Bizancjum. Wśród murów jest siedem wież i każda ma swoją nazwę, ale to temat na inny raz. W czasach osmańskich w wieżach były koszary ale także więzienie. I to właśnie o więzieniu śpiewają w piosence. W dużym skrócie to ballada skazańca, który siedział pięć lat za palenie opium. Każdy dzień zaznaczał brzytwą na murze i marzył o swojej nargili ze srebrnym marpuczem (o fajce wodnej ze srebrnym ustnikiem). Oczywiście do palenia opium… Oto i rzeczona piosenka, a w tle stare fotografie osmańskiego Stambułu:

Potem przyszedł czas na pierwszą wyprawę do Turcji. Teraz wygląda to jak najbardziej szalony pomysł pod słońcem, ale zabraliśmy namiot i karimaty i pojechaliśmy do Stambułu autobusem z Krakowa razem z handlarzami. Sama podróż to temat na osobny post, teraz skupię się na muzyce. Ponieważ autobus był turecki (ktokolwiek był w Turcji ten wie, że ich autobusy są o jakieś trzy cztery generacje do przodu w porównaniu z polskimi i kanadyjskimi) dwaj szoferzy i pilot też. W drodze towarzyszyła nam więc muzyka tureka, tyle, że w wersji pop.



Mercan Dede – tradycja w nowym wydaniu


Mercan Dede

Trzy tygodnie temu byliśmy na fantastycznym koncercie. Przyjechał z Montrealu Mercan Dede (co po polsku wymawia się Merdżan Dede) ze swoim zespołem. Nie wiem na ile Mercan Dede jest znany poza Turcją i Ameryką Północną, ale uważam, że jego muzyka na pewno zaciekawi wszystkich, którzy lubią etniczne brzmienia. Mercan Dede łączy w swoich utworach tradycyjną muzykę suficką z nowoczesną aranżacją i elektroniką. O ile w tradycyjnej muzyce sufich dominuje flet bambusowy, u Mercana Dede jest to cały zestaw wszelakich instrumentów.
Ney

Koncert odbywał się w jednym ze starych torontońskich kościołów. Mieliśmy miejsca w galerii, więc całą scenę bardzo dobrze widzieliśmy z góry a wrażenia zarówno słuchowe, jak i wzrokowe trudno mi opisać, bo wszystkie zmysły pochłaniała muzyka i to co działo się na scenie. Prawie cały skład zespołu jest turecki, przy czym większość muzyków to wirtuozi bez ‘wykształcenia’ muzycznego. Ich talent wspomaga bogata muzyczna tradycja byłego Imperium Osmańskiego, w którym muzyków darzono dużą estymą. Jak widać na przykładzie popularności muzyki bałkańskiej także państwa powstałe na gruzach imperium zachowały sporo z muzycznej tradycji, której istotą jest mieszanie się kultur, gustów i melodii. Muzycy bez ograniczeń czerpią z bogatej tradycji osmańskich i tureckich cyganów, sufich, bałkańskich i anatolijskich chłopów oraz niepowtarzalnego dorobku muzycznego Stambułu.

Wszystkim, którzy chcieliby poznać nieco lepiej turecką scenę muzyczną polecam bardzo ciekawy film ‘Crossing the Bridge’. Z kolei płyty Mercana Dede można kupić na Amazonie, do czego gorąco zachęcam. A tym, którzy chcą zobaczyć (w bardzo niedoskonałej formie jaką jest YouTube) jak wygląda koncert polecam poniższy fragment.

gezgin_dance 01