Wiele się w ostanich kilku tygodniach działo. Gościliśmy moją mamę, byliśmy w Quebecu, zwalczalismy ekstremalne torontońskie upały, pojechaliśmy szukać antyków za miasto – materiału zebrało by się na kilka wpisów. Może niebawem uda mi się coś zebrać. A narazie na zachętę jedna piosenka grupy Woven Hand, którą niedawno odkryłem. Bardzo gotyckie americana. Działa na wyobraźnię i zapada w pamięć. Udanego weekendu!
Jak donosi M. w Krakowie leje i jest dosyć zimno, tymczasem w Toronto wręcz odwrotnie. Jak informuje dzisiejsza torontońska prasa mamy temperaturę taką jak na Hawajach. Wczoraj ogłoszono stan pogotowia z powodu wysokiej temperatury, dzisiaj stopień pogotowia wzmożono do ekstremalnego (extreme heat alert). W mieście pootwierano miejsca gdzie ludzie będą się mogli schłodzić, bo nie wszyscy mają w domach klimatyzację. Do piątku będziemy mieć więcej żaru i gorąca niż przez całe lato w zeszłym roku. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczne lato będzie trudne do zniesienia.
***
Przez to, że zimę mieliśmy nadzwyczajnie łagodną o wiele więcej jest w tym roku komarów i innych owadów, bo nie powymarzały. Zwykle w naszym ogrodzie komary to rzadkość, bo mieszkamy jakoś kilometr z hakiem od jeziora w linii prostej, ale wczoraj dosyć solidnie dały mi się we znaki. Trzeba będzie wypowiedzieć im wojnę i palić antykomarowe kadzidełka.
***
Zbliża się szybkimi krokami szczyt G8 i G20. Ten pierwszy będzie poza Toronto, ale ten drugi rząd federalny z jakiegoś powodu postanowił zorganizować w samym centrum. Będzie chaos, protesty i zadymy to już wiadomo. Różne grupu anarchistyczne obiecują tyle zamieszania ile się da. Ponieważ dla protestantów wydzielono teren koło ontaryjskiego parlamentu w Queen’s Park jako oślą łączkę cała okolica jest przerażona. Władze University of Toronto, który graniczy z Queen’s Park postanowiły, że zamkną na kilka dni cały kampus, bo doświadczenia z innych miast, które gościły G20 pokazują, że pracownicy i studenci mogą być narażeni na gaz łzawiący i uszkodzenia ciała i ducha. Wygląda więc na to, że będziemy mieć dodatkowe wakacje, bo kampus zamykają już w środę wieczorem.
***
Wszędzie kwitną bzy, więc zapach jest niesamowity. W sklepach pojawiły się dojrzałe morele. Jest też sezon na żółte mango, które sprzedają bardzo dojrzałe. Aż cieknie z niego sok i można się objadać do woli, bo cztery duże sztuki kosztują $5 a jeśli ktoś kupi skrzynkę to wychodzi jeszcze taniej. Mniam mniam…
***
Z doków przy jeziorze Ontario policja wyłowiła beczkę z niecodzienną zawartością. Sytuacja rodem z filmów mafijnych – w beczce zamurowane były zwłoki, które już zidentyfikowano (policja mówi, że beton zadziałał konserwująco i ciało jest zachowane doskonale) jako azjatycki gangster Quang Lu – specjalista od pożyczek na dziwne procenty. Gangster zaginął bez wieści w 2007 i teraz zguba się znalazła… Przy okazki zawiodła się policja w Montrealu, bo w zeszłym tygodniu zaginął tamtejszy don mafijny i wszyscy się spodziewali, że w beczce będzie on. A tu nic z tego…
***
O największej na świecie żeremi bobrowej na jeziorze w Albercie już chyba wszyscy słyszeli, ale donoszę dla porządku, na wypadek gdyby ktoś nie słyszał. Bobry zbudowały tamę na terenie parku narodowego i pewnie nikt by o nich nie wiedział, ale tama jest tak ogromna, że widać ją z powietrza, a nawet z kosmosu, przez co bobry nie są już incognito:)
***
No i to by było na tyle. Na zakończnie pogodna piosenka Toma Waitsa “The Long Way Home”, akurat na dzisiaj…
Dzisiaj będzie poszarpanie, bo różne myśli mi się kołaczą po głowie.
***
Wszlekie znaki na ziemi i w niebie wskazują, że wielkimi krokami do Toronto zbliża się lato. Sąsiad Bob brzdąka wieczorami na gitarze, szopy pracze zaczęły na naszej ulicy robić regularny Blitzkrieg z koszami na śmieci, kwitną bzy, pojawiły się komary, a nasz pies przestawił się w tryb kaniny kanikułowej. Polega to na tym, że ze spaceru wraca zipiąc i sapiąc jak lokomotywa z nieśmiertelnego wiersza Tuwima. Od dwóch dni zaczął też spędzać sporo czasu na podłodze w łazience, bo wyraźnie go to chłodzi. Ja chłodzę się zimnym Upper Canada Lager.
***
M. poleciała za wielka wodę, gdzie o lecie póki co nikt nie myśli, bo kolejne fale powodziowe przechodzą tu i ówdzie. Rodzice posłali mi zdjęcie z Zaolzia i wygląda to naprawdę nieciekawie. Mam nadzieję, że w końcu przestanie lać. To pierwsza wizyta M. za wodą od czterech lat, więc bardzo jestem ciekaw jej wrażeń i zdjęć. Póki co przez kolejny tydzień z hakiem będziemy prowadzić gospodarstwo w składzie męskim.
***
Mamy długi weekend, jak co roku zresztą. W poniedziałek Kanada obchodzi oficjalne urodziny królowej Wiktorii…
… a więc long live the Queen, zarówno Wiktoria (metaforycznie rzecz jasna) jak i Elżbieta. Ta druga przyjedzie w lipcu Kanady, więc może nam się uda ją zobaczyć w Toronto. Prawdopodobnie mianuje nowego Gubernatora Generalnego (vice regenta), bo kadencja obecnej GG Michaëlle Jean dobiega końca.
***
Od lipca w Ontario i Kolumbii Brytyjskiej idą w górę podatki. W Ontario zamiast dwóch podatków, GST (5%) i PST (8%) będziemy mieć jeden HST (13%). Niby nie ma różnicy, tyle, że teraz za wiele produktów i usług płaci się tylko GST, więc sporo spraw zdrożej z dnia na dzień o 8%. Mam nadzieję, że rządząca naszą prowincją Partia Liberalna dostanie za to po uszach przy następnych wyborach.
***
Słucham ostatnio sporo fajnej muzyki z pogranicza gatunków, najczęściej to pogranicze folku, bluesa, alt-country, bluegrassa i czegoś tam jeszcze. Prawie na okrągło lecą mi różne płyty Slim Cessna’s Auto Club a dzisiaj trafiłem na coś równie niesamowitego, a mianowicie Legendary Shack Shakers, którzy grają coś co się nazwa swamp coś tam. Rewelacja jak dla mnie. W ogóle jestem zafascynowany tym co robią muzycy na amerykańskim Południu, zwłaszcza w okolicach Denver. Nie dość, że muzyka bardzo oryginalna to jeszcze słowa są bardzo niezwyczajne. Sporo jest w tym bardzo metaforycznych i przewrotnych odwołań do ludzkiej kondycji, etyki i religijności. Sporo też ciemnych klimatów i trudnych tematów, taki południowy gotyk. Może to co napisałem brzmi nieco górnolotnie, ale tak właśnie tę muzykę odbieram.
Ale sami posłuchajcie… Najpierw “Pinetree Boogie”
Potem “CB Song”
I jeszcze “No Such Thing”
Na koniec proponuję jeden smakowity kawałek Slim Cessna’s Auto Club i jeden kawałek Munly’ego z Munly & The Lee Lewis Harlots, którego muzykę już tu kiedyś prezentowałem:
“Children of the Lord”
Słońce świeci jakby mniej ostrożnie, wiewiórki baraszkują coraz śmielej po naszej zieleniejącej się wierzbie, ptaki śpiewają coraz głośniej, skunksy się obudziły i znowu trzeba będzie pilnować psa… Jednym słowem wiosna pełną gębą. Dzisiaj spojrzałem z okna w pracy i się zdziwiłem, bo coś mi się wydaje, że zakwitły japońskie wiśnie, czyli sakury. Muszę wrzucić aparat do plecaka…
***
Jutro ostatni dzień zajęć w tym semestrze. Chwilowo mam dosyć, zwłaszcza, że na niektórych zajęciach czuję się jak na wykładach z indoktrynacji politycznej i prania mózgu. Jestem rozczarowany tym o czym się mówi na zajęciach, zwłaszcza, że na poprzednich studiach było neutralnie, więc teraz indoktrynacja, skrajna poprawność polityczna i lewicowy radykalizm napawają mnie niesmakiem. Moim skromnym zdaniem uczelnia powinna być neutralnym miejscem gdzie przedstawia się różne sposoby spojrzenia na świat, tymczasem coraz częściej zauważam, że neutralność została zastąpiona przez “progresywnych” profesorów, którzy zachowują się jak młodociani aktywiści a nie intelektualiści ciekawi świata. To temat na osobny post, ale może kiedy indziej, chwilowo mam dosyć. Z jednej strony paranoja i coraz większa kontrola państwa nad obywatelami, z drugiej coraz większy nacisk na prawa różnych grup interesu kosztem praw jednostek. Jako żywo Orwell się kłania. Może jednak obywatele zaczynają mieć powoli dosyć, bo ostatnio zaczęły się pojawiać jako te pierwsze jaskółki oznaki tego, że tolerancja, multikutluralizm i akceptacja radykalnych zachowań mają swoją granicę, przynajmniej w Quebecu. Ale w Ontario też jakby coś zaczęło się zmieniać.
***
Wczoraj dostałem paczkę. Kupiłem na Ebayu trochę narzędzi stolarskich od pewnego człowieka z Ontario. Jeszcze kogoś takiego nie spotkałem, choć na Ebayu kupuję i czasem sprzedaję od naszego przyjazdu do Kanady. Po zakończonej aukcji na której udało mi się wygrać bardzo ciekawą starą calówkę (po śląsku, po polsku to metr storlarski składany) posłał mi listę innych narzędzi które ma na sprzedaż. Nie wiem jak to zrobił, ale udało mu się sprzedać mi więcej narzędzi i skończyło się na tym, że wydałem $75 a dostałem cieżką paczkę, w której było sześć porządnych starych dłutek, jeden cięzki hebel w bardzo dobrym stanie i calówka, którą wygrałem na początku. Niesamowity dar sprzedaży, zwłaszcza, że obie strony są bardzo zadowolone z transakcji…
***
Poza tym wczoraj dotarła do nas inna paczka — jest w Kanadzie(dopisuję) w Kanadzie i Stanach księgarnia wysyłkowa, która się specjalizuje w sprzedaży tanich, nowych ksiażek. Zwykle to tytyły, których wydawcy chcą się pozbyć z magazynów albo ostatnie egzemplarze, jednym słowem tania książka. Tyle, że mają ogromny wybór, doskonałe ceny i od czasu do czasu dodatkowe wyprzedaże i kupony zniżkowe. Mają magazyny po obu stronach granicy, więc można zamawiać i z Kanady i ze Stanów. Zamówiliśmy z M. stertę książek o fotografii, robieniu mebli i narzędziach stolarskich:) Piszę jakbym robił im reklamę, ale naprawdę bardzo lubię tę księgarnię. Polecam, ich adres to http://www.bookcloseouts.com/. Powinienem dodać, że owe wspomniane kupony często oferują w sieci, wystarczy wygooglować…
***
A na koniec dwie przyjemne piosenki, które ostatnio za mną chodzą. Najpierw Slim Cessna’s Auto Club i Children of The Lord…
… bardzo fajny kawałek Slim Cessna’s Auto Club, Pine Box. Kapela jest zdaje się z Denver i grają coś co bardzo trudno zaklasyfikować do jakiegoś gatunku. To rock/bluegrass/alt country/folk i americana w jednym.
Wśród wielu filmów, które udało nam się obejrzeć w czasie świątecznej przerwy znalazł się po raz kolejny jeden z moich ulubionych obrazów braci Coen, czyli O Brother, Where Art Thou? Jeśli ktoś jeszcze nie widział to gorąco polecam. Film jest dosyć zabawną, luźno opartą na Odyseji Homera komedią. Sama fabuła jest całkiem przyjemna i jak przystało na braci Coenów (i Homera) dosyć pogmatwana, ale to nie fabuła jest najważniejszym elementem tego filmu. Wydarzenia są bowiem tłem do bardzo ciepłego i osobistego obrazu amerykańskiego Południa z czasów Wielkiej Depresji, z bogactwem typów ludzkich, piekielnie trudnych do zrozumienia południowych akcentów, antycznych sklepów “ze wszystkim”, zapadłych dziur, małych miasteczek, rasizmu, więźniów budujących kolej i tak dalej. A wszystkiemu towarzyszy prawie przez cały czas wspaniała tradycyjna muzyka amerykańska, a więc folk, bluegrass i spirituale oraz chóry. Ścieżka filmowa z filmu dosyć często leci w naszym domu, zwłaszcza, że to bardzo pogodne dźwięki. Ot mała próbka, chyba najbardziej znany kawałek, Constant Sorrow:
Przejrzałem po raz kolejny ‘książeczkę” w CD z muzyką z filmu i napadł mnie głód bluegrassa i folka. Zacząłem więc przeszukiwać przepastne zbiory Emusic, żeby nakarmić muzyczny nałóg i znalazłem kilka płyt, które spodobały mi się do tego stopnia, że od tygodnia słucham ich na okrągło. Chciałbym się podzielić, może Wam też się spodoba. Dzisiaj pierwsza część…
Zacznijmy od bluegrassu. Kapela nazywa się Crooked Still, jest z Bostonu i gra całkowicie akustycznie i do tego bez gitary. Na dzisiaj kilka kawałków z płyty Shaken By A Low Sound, w tym jedna klasyczna folkowa ballada więzienna, Little Sadie, do której przewrotny tekst znajdziecie na końcu wpisu…
Po tych pogodnych nutach pora na zupełnie inny klimat. …