Za oknami od prawie dwóch tygodni mamy wiosnę. Czasem pochmurno i wieje wiatr, ale często świeci słońce a temperatura jak na Toronto niezwykle wysoka, coś kolo 2-6 stopni nad zerem. Jak tak dalej pójdzie pobudzą się wszystkie pączki na drzewach i potem kiedy w lutym przyjdą siarczyste mrozy będzie problem. O ile mrozy przyjdą rzecz jasna…
Nie pisałem jeszcze o samym początku naszej przygody z Małą, ale potrzebuję czasu na to, żeby zebrać myśli, bo to był dziwny okres, pełen różnego rodzaju emocji. Póki co wczoraj mała dostała pierwszą serię szczepień, następna za jakiś czas. Właśnie czytałem w Maclean’s, że w Kanadzie i innych krajach Zachodu rośnie coraz większa grupa dzieci, których rodzice postanowili nie szczepić z różnych względów. Niestety taki stan stwarza zagrożenie dla wszystkich w przyszłości, bo szczepionki aby były skuteczne muszą być zastosowane na krytycznej masie społeczeństwa. Kilka lat temu w Quebecu właśnie przez brak szczepień pojawiła się na nowo świnka, która teoretycznie została w Ameryce Północnej wyeliminowana jakiś czas temu. Co ciekawe o ile kiedyś nie szczepili swoich dzieci najczęściej ludzie z mniej zamożnych i wyedukowanych warstw społecznych, to teraz najwięcej niezaszczepionych to dzieci białych rodziców z wyższej klasy średniej. Obawiam się, że tacy nawiedzeni rodzice mają więcej “ciekawych” pomysłów, bo przecież wszystko i tak wiedzą najlepiej. Wydaje mi się, że szczepienia powinny być jednak obowiązkowe a ci, którzy dzieci nie szczepią powinni na przykład nie dostawać żadnych ulg podatkowych, co może by ich skłoniło do zmiany zdania.
W zeszły weekend wpadli do nas na kolację nasi hinduscy znajomi. Miałem mały dylemat – czym podjąć kogoś, kto nie je ryb, mięso jada tylko w bardzo małych ilościach a do tego lubi wyraziste smaki. Na początku chciałem ugotować moje ulubione Murgh Curry (curry z kurczaka z jogurtem), ale serwowanie Hindusom hinduskiego jedzenia jest trudne, bo musielibyśmy mieć jeszcze kilka rodzajów zakąsek, poza tym zakładaliśmy, że chętnie zjedzą coś odmiennego od ich własnej tradycji. Problem w tym, że my jemy głównie dania azjatyckie i podbne, a kuchnia europejska opiera się w większości na dużych kawałkach mięsa, które dla nich są nie do przejścia. Stanęło na lasagne z ricotą, bazylią, winem, pomidorami i wołowiną. Wiem wiem, wołowina… Dla nich jednak to nie był problem, o czym upewniliśmy się jeszcze przed całą sprawą. Lasgne z surowego makaronu wychodzi bardzo dobrze i szybko się toto gotuje, więc pomysł okazał się udany. Na zakąske kupiłem na próbe nadziewane tureckie bakłażany, okazały się bardzo smaczne, polecam. W Toronto da się kupić w większości supermarketów spożywczych, więc może gdzie indziej też są. Jak ktoś ma obok siebie sklep arabski albo pokrewny, to bardzo również polecam turecki przecier pomidorowy, tureckie, libańskie albo syryjskie oliwki, turecki bulgur. Pyszne są również sery, zwłaszcza akawi. Od jakiegoś czasu często kupujemy też bułgarski owczy kashkaval i pyszną bułgarską fetę. W Toronto do dostania w wielu miejscach, nie wiem jak gdzie indziej. Na śniadanie dobry chleb, feta polana oliwą, do tego dobre oliwki i pomidory…
Udało nam się ostatnio obejrzeć kilka filmów i bardzo wszystkie polecam, choć w większości to starocie, więc pewnie znacie. Chciałem zobaczyć jak wyglądają ładne wizualnie filmy w dużej rozdzielczości i zainspirowała mnie ta lista. Sporo z nich widziałem wcześniej, ale wielu nie, więc pogrzebałem w zasobach naszej biblioteki i pożyczyłem kilka z nich.
Film jest po prostu piękny, nie mam innego słowa na kolory i scenografię. To taki azjatycki dramat szekspirowski. Wbrew temu co pokazuje trailer, w filmie jest bardzo mało walki, za to mnóstwo scen pałacowych. Naprawdę fenomenalne.
12 Monkeys, Terry Gilliam serwuje nam dystopiczny sci-fi z doskonałą obsadą. Brad Pitt i Bruce Willis… Świetne, nie wiem jak udało mi się tego wcześniej nie widzieć…
The Fifth Element. Bardzo ładnie zrobiony film i świetny klimat z kilkoma doskonałymi scenami. Całość fabuły trochę wtórna (James Bond, Star Wars i Indiana Jones w jednym), ale wrażenia wizualne doskonałe. No i ta scena w operze…
Jeszcze widzieliśmy to i owo, ale może innym razem zachęcę:) Teraz się cieszę na to… Cały film jest niemy i czarnobiały. Bardzo mnie rozbawiły kąśliwe komentarze w prasie, że w końcu pojawił się w kinach francuski film, którego Amerykanie nie będa musieli robić na nowo, żeby uniknąć czytania napisów:)
3 Comments, Comment or Ping
Co do szczepionek, to zgadzamy sie w 100%. W Kanadzie z tego co wiem, na przykład w Albercie, występują grupy religijno-kulturowe (mennonici, jakieś reformowane kościoły niderlandzkie) które właśnie nie chcą dzieci szczepić. Stąd potem epidemie odry czy kokluszu, z których to każdy przypadek może się stać tym śmiertelnym, Ludzie sobie nie zdają sprawy z tego, że koklusz czyli krztusiec (whooping cough) to jest bardzo niebezpieczna choroba i można na nią umrzeć. No coś strasznego, żeby dzieci nie szczepić. To jest może i popularne w jak piszesz, wyższych klasach czy tam sferach, ale tacy ludzie są po prostu NIEDOKSZAŁCENI w zakresie podstaw medycyny i tyle. Mogą być zamożni, a są głupi, jedno drugiemu nie przeszkadza. I też myślę, że trzeba by takich rodziców trzepnąć po portfelu, ale wiesz co zaraz będzie, Że to gwałcenie praw i tak dalej. I ja myślę, że wcale nie.
Widziałam The Artist i film jest fenomenalny. Po prostu fantastyczny z ciekawą muzyką, fajnym psem (!!!) no i aktorstwo na medal.
Ten Fffth Element ani te Monkeys mi jakoś nie leżały, o ile pamiętam, przez swoje supernaturalne odnośniki. Mi jest trochę ciężko takie rzeczy trawić, ja chodzę twardo po ziemi.
Też mamy znajomych z Indii, którzy nie jedzą czerwonego mięsa ani tuńczyka ani owoców morza. Zostaje jak zwykle kurczak albo ryba. Ja czasem dla nich przyrządzam łososia z wody z sosem koperkowym i są zadowoleni. Ja też nie podaję im indyjskiego jedzonka. Swoją drogą to na ludzi z Indii wolę mówić Indusi, raczej niż Hindusi, bo tam wiar różnych masa. I jedzenie indyjskie to niekoniecznie hinduskie.
Pozdrawiam,, Alicja
January 11th, 2012
Mam w okolicy (tuz przy stacji subwaya) sklep ze wszystkimi smakolykami z Europy Wschdniej i Turcji. Teraz juz wiekszosc artykulow znam, ale na poczatku to chodzilam tam niemal jak do muzeum i ogaladalam, czytalam (to co napisane naszym alfabetem) dopytywalam zeby sie zapoznac:))
January 11th, 2012
ja mam wujka, który jest Turkiem. w zeszłym roku mieszkałam u niego (w Niemczech) kilka tygodni i miałam okazję spróbować ich smakołyków. Na śniadanie był świeży turecki chleb, do tego oliwki, ale z pestkami, bez zalewy, które się płukało, doprawiało (kapka oliwy, sól, rozmaryn czy tymianek) ii były super, do tego owczy ser, dużo warzyw. Na obiad najlepsza była zupa szpinakowa, którą nie mogłam się najeść, tj co chwile sobie dolewałam:)
ostatnio się dowiedziałam,że maja do nas przyjść hinduskie dzieci (dwie dziewczynki), którymi miałbym się zająć przez kilka godzin. troszkę mnie to przeraziło, bo kompletnie nie znam ich zwyczajów, a nie chce nieświadomie zrobić czegoś niewłaściwego…eh
January 14th, 2012
Reply to “I to ma być torontońska zima?”