Upały w Toronto odrobinę zelżały, za to mamy ciągle wilgotnośc w granicach 60-80%. Codziennie wynoszę z piwnicy wiaderko wody, które zbiera odwilżach powietrza, nie pomaga nawet klimatyzacja. Powietrze powoli robi się jesienne – światło, kolory i zapachy są już inne niż w lipcu.
View Larger Map
Wczoraj wybraliśmy się do naszego ulubionego Awenda Provincial Park nad Georgian Bay (na mapie powyżej). To ponad dwie godziny na północ od Toronto, więc nad jeziorem jest zwykle mało ludzi. Jest tam duża psia plaża, na której nasz czworonóg ma się okazję wybrykać za wszystkie czasy. Pojechaliśmy po południu i zostali do zachodu słońca. Najpierw trochę powłóczyliśmy się po szlaku, ale chcieliśmy jak najdłużej posiedzieć na plaży, więc rozłożyliśmy się z piknikiem. Choco i ja poszliśmy się moczyć w jeziorze, które wygląda jak morze, a M. robiła zdjęcia. Dobrze trafiliśmy, bo poza nami nie było na plaży nikogo, tylko co jakiś czas dochodziły i odchodziły pojedyńcze rodziny z psami, razem chyba trzy. Słońce było schowane za chmurami, więc siedziało się dobrze i nie musiałem się bać słonecznych oparzeń. M. upiekła doskonałą babkę bananową (banana bread), mieliśmy też migdały i rodzynki. Po drodze wstąpiliśmy na pyszne fish & chips we wsi nad rzeczką, więc byliśmy najedzeni na resztę dnia. Na zmianę brodziłem w wodzie, bawiłem się z psem i czytałem. Znalazłem sobie idealną lekturę wakacyjną. Raz na jakiś czas tak mi sie zdarza, że biorę jakąś książkę i tak mnie wciąga, że czytam wszystko co autor napisał. Zdarza mi się to rzadko, ale jeśli już to potrafi być intensywne. Podczas wyjazdu do Nowej Szkocji w 2009 zupełnie pochłonął mnie Douglas Adams i jego “The Hitchhiker’s Guide to the Galaxy” i kolejne części. Nieco wcześniej zachorowałem na Pullmana a niedawno miałem etap Krajewskiego. Tym razem zafascynował mnie autor kanadyjski, ale o tym będzie inny wpis.
Rzadko pisuję, bo jesteśmy oboje bardzo zajęci. Zaczęliśmy wielkie remonty, przez co nie starcza nam czasu na inne sprawy. Cały tydzień walczyłem z podłogą w jednym pokoju na górze i powoli widać efekty. Podłogi na górze są oryginalne, więc z przełomu wieków. Bardzo ładne deski są ukryte pod warstwą kurzu i naleciałości. Poza tym przez ponad sto lat drewno się kurczyło i rozszerzało wraz ze zmieniającą się wilgotnością, więc najwięcej roboty było z wypełnianiem szpar linami, jak zalecają znający się na renowacji. Oboje z M. bardzo lubimy starocie, więc bardziej nam się wypełniona linami i nadszarpnięta zębem czasu oryginalna podłoga z pieknymi słojami niż nowa, lśniąca od linijki. Jeszcze sporo przed nami, ale mam nadzieję, że do jesieni uda nam się zrobić całą górę. Mamy zamiar pomieszkać w tym domu jeszcze trochę, więc chcemy go odrestaurować na ile się da, zwłaszcza, że sporo w nim bardzo ładnych detali, których już się dzisiaj nie robi, jak choćby wysokie na stopę drewniane obicia na ścianach z bardzo prostymi zdobieniami. Zdjęcia podłogi wstawię jak znajdę trochę czasu, żeby podłączyć swój komputer.
Nie wiedziałem, że mamy tyle książek… Sporą częśc spakowaliśmy do kartonów i wystawiliśmy na werandę na czas remontu. Marzy mi się osobna biblioteka z kominkiem, ale póki co to mało realne, bo choć miejsca mamy sporo to nie za bardzo jest ją gdzie zrobić. Chyba, że zaczniemy adaptować strych… Ale to dopiero projekt na kiedyś. Póki co w czwartek przylatuje mój Tato i będziemy razem zaczynać kolejny etap remontu…. Mam nadzieję, że kiedy jesienią przyleci siostra M. a później moja Mama będziemy już mieli się gdzie ruszyć…
C.d.n.z
7 Comments, Comment or Ping
lubie lato, wlasnie za ta mozliwosc, nawet krotkiego wypadu za miasto i pomoczenia nog w wodzie, i poleniuchowania, choc o tym ostatnim, przy ciekawskim Benku, mozemy zapomniec…
ale ja Wam zazdroszcze tych rodzinnych odwiedzin…
August 8th, 2011
Chociaż odwiedziłem dziesiątki parków ontaryjskich, jakoś do Awendy nigdy nie dotarłem, pomimo że wszyscy go bardzo chwalą. Ale udało mi się też spędzić tydzień na zatoce Georgian Bay, tyle że w jej północnej części.
A co do książek… kilkaktornie już zrobiłem dotacje książkowe dla uniwersytetu, szpitala i lokalnej biblioteki–w przeciwnym razie musiałbym wynając osobne pomieszczenie do ich trzymania.
Zycze przyjemnych wakacji!
August 11th, 2011
jaki jest powod, ze wolisz pisac po angielsku niz tutaj? mnie jest troche przykro, ja sie przywiazuje.
August 15th, 2011
Nie wiem Swercie czy wolę. Po prostu odmiana. Pewnie będę pisał w obu językach, choć czytam głównie po angielsku i myśli w głowie pewnie przez to też mi się po angielsku układają:) Co nie znaczy, że mam zamiar zapomnieć polski, żeby nie było. Ot mam fazy.
August 15th, 2011
W pewnym wieku nie można chyba zapomnieć polskiego–a zawsze warto szlifować angielski. Chociaż… Kazimierz Gzowski, znany kanadyjski inżynier i konstruktor, wyjechał z Polski w wieku ok. 18 lat, nie znając języka angielskiego; nauczywszy się go, praktycznie nie miał już potem z polskim styczności. Gdy był już w sędziwym wieku, zaproszono go na jakąś uroczystość związaną z Polską i poproszono, aby powiedział parę słów po polsku. Niestety pomimo prób, nie potrafił już wypowiedzieć nic w swoim ojczystym języku i nawet się z tego powodu popłakał. To było w XIX wieku; w XXI wieku, mieszkając w okolicach Toronto, jest po prostu niemożliwe zapomnienie polskiego!
Pozdrawiam,
Jacek
August 18th, 2011
Wydaje mi się, że zapomnieć całkiem się w pewnym wieku nie da, zresztą jak pisałem, nie mam takiego zamiaru. Natomiast zdaję sobie sprawę, że język kamienieje w momencie kiedy przestaje się mieć kontakt z żywym językiem codziennym w Polsce. Zawsze wolałem potoczny literacki od potocznego slangowego, więc tym bardziej zauważam jak bardzo “skamieniałem”. Gdybym teraz zaczął mówić slangiem będzie to śmieszne, bo to język końca lat 90-ych. Nie używam też czynnie, a często nawet nie znam, wielu słów, które w ostatnich latach weszły do języka. To również dosyć normalne. Zdaję sobie sprawę, że gdybym na bieżąco czytał po polsku moje “skamienienie” byłoby mniejsze, ale nie czytam, więc postępuje. Nie jest mi z tym jakoś specjalnie źle, zwłaszcza, że potoczny literacki zmienia się wolniej niż slang, choć oczywiście szybciej niż literacki pisany.
August 18th, 2011
Reply to “Varia vakacyjne”