Postawiłem sobie teoretyczne pytanie, znane wszystkim z nauki angielskiego, a przerobione do moich potrzeb. Gdybym miał się udać w miejsce odosobnienia (Nunavut, więzienie, Syberia albo wyspa bezludna) i mógłbym z sobą zabrać jakąś muzykę to co by to było. Dla konwencji załóżmy, że nie istnieją jeszcze odtwarzacze mp3, w których mieści się cała klasyka rocka i jazzu z nawiązką. Problem jest o tyle skomplikowany, że moje muzyczne upodobania mają dosyć szeroki rozrzut, więc za diabła nie potrafiłbym wybrać poniżej kilkudziesięciu płyt, w tym na samego Toma Waitsa i Jethro Tull zeszło by mi z pół walizki…
Aby sprawę ułatwić postanowiłem się ograniczyć tylko do polskiej muzyki. Napiszę Wam co bym zabrał a Wy w komentarzach podajcie swoje ulubione płyty. A więc do dzieła. W plecaku albo walizce na pewno wylądowałaby podwójna płyta koncertowa Martyny Jakubowicz Kołysz mnie. Lubię studyjne wersje jej piosenek, ale uważam, że to właśnie na koncertach, a zwłaszcza na tym konkretnym, jej muzyka brzmi najlepiej. Kołysz mnie jest dla mnie najlepszą polską płytą folkowo-bluesową. Słucham jej od wielu lat z takim uczuciem jakie ma się przy słuchaniu czegoś po raz pierwszy, a niektóre piosenki nadal przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Bardzo dawno temu było mi dane pójść na jej koncert i brzmiała wówczas tak samo dobrze jak na tej właśnie płycie. Dla tych którzy nie znają całkiem spora próbka…

Poza Martyną wziąłbym dwie płyty, których również słucham od lat i które, oczywiście subiektywnie, uważam za jedne z najważniejszych płyt w polskiej muzyce lat dziewiędziesiątych. Obie są aranżacjami piosenek Stanisława Staszewskiego w wykonaniu Kazika i Kultu. Słowa i muzykę, poza kilkoma wyjątkami napisał Staszewski senior. Miał doskonałe wyczucie literackie a jego niezwykle przewrotne teksty można śmiało uznać za kanon polskiej literatury współczesnej. Trzy z tekstów, których sam nie napisał, ale do których ułożył muzykę (Wróci wiosna, baronowo, Śmierć poety oraz Ballada o dwóch siostrach) wyszło spod pióra samego Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Jednak to właśnie aranżacje Kultu sprawiają, że piosenki sprzed kilkudziesięciu lat stały się z dnia na dzień klasyką polskiego rocka. Nie wierzę, że ktoś może nie znać obu płyt, przynajmniej wyrywkowo, ale na wszelki wypadek i dla przypomnienia próbka.
Najpierw Tata Kazika …

… a potem Tata 2…

Kolejną płytą bez której absolutnie nie wyobrażam sobie tego zestawu jest jedyna w swoim rodzaju hybryda znakomitych tekstów autorstwa Agnieszki Osieckiej w wykonaniu jednego z najciekawszych zespołów na polskiej scenie folkowo-rockowej, czyli Raz Dwa Trzy. Chodzi mi rzecz jasna o Czy te oczy mogą kłamać. Bardzo lubię teksty Osieckiej, ale wiele “klasycznych” wykonań jej piosenek jakoś mnie nie przekonuje, może to dlatego, że nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem polskiej muzyki “popularnej”. Wolę folka, bluesa i rocka i właśnie w tej, świeżo brzmiącej stylistyce utrzymane są aranżacje piosenek Osieckiej w wykonaniu Raz Dwa Trzy. Oto kilka moich ulubionych kawałków z rzeczonej płyty…

Właściwie gdybym musiał to mógłbym się ograniczyć do wymienionych wyżej pozycji, ale gdybym mógł zabrać jeszcze kilka płyt, to na pewno wziąłbym album, który już kiedyś prezentowałem na tych łamach, a mianowicie Kolegów w wykonaniu Waglewskiego i Maleńczuka. O to, to właśnie:

Poza tym zabrałbym kilka płyt Kultu (zwłaszcza Posłuchaj to do ciebie i Ostateczny krach systemu korporacji), trochę Raz Dwa Trzy (Sufit i Niecud). No a na koniec jakąś składankę z piosenkami Maanamu, Republiki, Lady Pank, Kazika, Püdelsów i Voo Voo. Ot co.
Na ucho mogę Wam jednak zdradzić, że i tak pewnie brakłoby mi miejsca… I że pewnie płytę z piosenkami z Kabaretu Starszych Panów schowałbym pod spodnie:) Miłego słuchania i czekam na Wasze typy.
A na zakończenie dwie piosenki kultowe właśnie z Kabaretu. Lubię wszystkie, więc naprawdę trudno mi wybrać.
… czyli genialny Pan Michnikowski… oraz…
… genianla Pani Kwiatkowska, ktora za kilka tygodni skończy 97 lat…
6 Comments, Comment or Ping
Fajny pomysl z tym postem. Z polska muzyka jest u mnie na bakier, niestety zatrzymalam sie na czasach licealno-studenckich… Jesli cos slucham to bardziej z sentymentu niz dla samych walorow muzycznych…
Wstyd sie przyznac, ale nigdy nie slyszalam tej plyty Malenczuka i Waglewskiego, i wlasnie slucham sobie teraz, swietna! Bardzo mi sie podoba ich wykonanie Ring of Fire Johnny Casha. Ech moze cos skrobne u siebie, bo temat ciekawy i przywolujacy wiele wspomnien, tylko uprzedzam, nie bedzie ambitnie, no bo na przyklad mam sentyment to takiego Ziyo i ich “Magicznych slow”, hehe
Martyne bardzo lubie i szczegolnie te plyte. Kazika raczej nie sluchalam, ale znam jak najbardziej, szczegolnie, ze siostra i szwagier bardzo lubia, a kiedys prawie z nimi mieszkalam, wiec osluchalam sie tego i owego
August 21st, 2009
Hej Atsaniku, miło że wyszłaś z ukrycia!
Wiesz, większość tej muzyki jest własnie z moich czasów licealnych i wczesno-studenckich. Cieszę się, że Koledzy Ci się podobają. Ja byłem zachwycony i przez jakiś czas słuchałem tej płyty kilka razy na dzień… Jeśli chcesz to mogę Ci podesłać do Toona. Słuchałaś muzyki z Away We Go (wstawiłem przed wakacjami)? Podoba Ci się?
Czekam na Twój post a pozostałych tu zaglądających proszę o jakieś komentarze, uwagi albo inne formy ekspresji:)
August 21st, 2009
PS. Wstyd przyznać, ale do tej pory nie mam żadnej płyty Casha, choć znam większość jego piosenek jeszcze z płyt gramofonowych i różnych dziwnych coverów, głównie czeskiej grupy Zelenáči (Greenhorns). O takich…
August 21st, 2009
moglbys? dziekuje z gory! to a propos Kolegow
Casha nie mamy, a szkoda, bo coraz bardziej mi sie podoba, odkrylam po filmie z Witherspoon, podobno bywal w Saskatchewan, ryby lowil, z reszta mam dosyc ciekwa historie do opisania o nim, Saskatoonie i pewnej kobiecie, ale jakos nigdy czasu nie ma
muzyki z Away We Go jeszcze nie sluchalam, ale zabiore sie na pewno, bo w koncu pchnelam do przodu pare spraw…
milego weekendu!
August 21st, 2009
Reply to “Retrospekcje, czyli mój subiektywny obraz polskiej muzyki”