No i mamy w Toronto psychopat(k)ę…
Wszystko zaczęło się kilka dni temu kiedy po spacerze w słynnym torontońskim High Parku w podejrzany sposób zachorowało kilka psów. Ich stan zaczął się nagle pogarszać i trzeba było kilka z nich uśpić, bo jak się okazało przestały im pracować nerki. No i się zaczeło…
High Park jest największym parkiem w Toronto. Położony jest na zachód od centrum miasta, w dosyć drogiej i prestiżowej dzielnicy w której swoją drogą mieszka sporo Kanadyjczyków polskiego i ukraińskiego pochodzenia. W środku parku jest “psie wzgórze,” na którym jakiś czas temu władze miasta urządziły bardzo solidną, przestronną i ładną trasę spacerową dla psów. Nie trzeba tam futrzaków prowadzić na smyczy, więc miejsce cieszy się dużą popularnością. Ludzie z całego miasta zwożą tam swoje czworonogi i w weekendy na psim wzgórzu potrafi być dosyć tłoczno. Tak było jeszcze kilka dni temu…
Kiedy psom przydarzyła się podejrzana choroba policja postanowiła zająć się sprawą i na psie wzgórze wkroczyła ekipa dochodzeniowa. Po przeszukaniu terenu okazało się, że ktoś dolał płynu do chłodnic do kałuży na wzgórzu, stąd nagłe zachorowania. Płyn do chłodnic jest bardzo niebezpieczny dla zwierzaków jak i ludzi, bo jest dosyć słodki a jednocześnie silnie trujący. Nawet tak mała ilość jak łyżeczka od herbaty jest śmiertalna dla kotów a kilka łyków powoduje śmiertelne zatrucie u psów i dzieci. Niestety psy i koty płyn do chłodnic uwielbiają z powodu jego słodkiego smaku, więc co roku przypadków zatrucia jest sporo. Okazało się, że tym razem nie jest to jednak przypadek.
Następnego dnia doszło do kolejnych zatruć i trzeba było uśpić kolejne psy, którym przestały pracować nerki. Okazało się, że te psy nie piły wody z zatrutej kałuży ale zjadły chleb, który ktoś celowo zostawił w parku, nasączając go najpierw płynem do chłodnic. Mamy więc najwyraźniej w mieście kogoś kto chorobliwie nienawidzi psów.
Kiedy dzisiaj czytałem poranne wiadomości to przeszedł mnie dreszcz, bo wyczytałem, że truciciel-psychopata jest w dodatku żartownisiem. Zatruty chleb poza psami jadły też szopy, których w parku jest sporo. Dzisiaj rano policja znalazła prawie tuzin martwych praczy przy czym bodajże dwa z nich truciciel rozciągnął na trawie, złożył im przednie łapy ‘do modlitwy’ i ułożył przed nimi bukiety kwiatów… Wszystko zaczyna więc wskazywać na to, że psychopata świetnie się bawi. Właściciele psów wpadli w panikę i nie wiedzą co robić a policje czeka pewnie długa zabawa w kota i mysz. To nie pierwszy przypadek trucia psów w Toronto, bo kilka lat temu ktoś wysypywał zatruty chleb w parku Riverdale, do którego zwykle chodzimy z naszym czworonogiem. To jednak był sporadyczny przypadek i nie wskazywał na maniaka.
Na koniec refleksja osobista. Kilka dni temu nasz pies zaczął kuleć na prawą łapę. Poszliśmy do weterynarza, który orzekł, że trzeba zrobić rentgena, bo wygląda na artretyzm. Po kilku dniach i kilkuset dolarach wydanych na zabieg dowiedzieliśmy się, że nasz pies ma nie tylko zwyrodnienie bioder, o czym wiedzieliśmy od dawna, ale także galopujaco rozwijający się artretyzm w obu przednich łapach. Potrzebna jest operacja, najlepiej jak najszybciej. To bagatela jakieś dwa tysiące dolarów za łapę, a trzeba zrobić obie. Tym samym stanęliśmy przed takim samym dylematem moralno-finansowym jak większość właścicieli psów w krajach Zachodu: Gdzie leży granica niesiena pomocy? Ile możemy wydać na psa, żeby nie zbankrutować? Trudne to decyzje, zwłaszcza, że w przyszłości pewnie trzeba naszemu psu zoperować także oba biodra, co jest jeszcze droższe. Teraz możemy wybrać i zamiast pojechać na wakacje wydać pieniądze na psa, ale takie wybory nie są proste i nikomu ich nie życzę, choć wiem, że wszystkie zwierzaki chorują, więc decydując się na domowego futrzaka zawsze trzeba się liczyć z kosztami.
Tags: Kanada · patologie · psy · społeczeństwo · toronto · zwierzęta6 Comments
6 responses so far ↓
ile lat ma Pies?
a bo może pozwolić mu dożyć w spokoju (= bez stressu, bez operacji, bez weterynarzy…) swoich dni do końca.
pies nie rozumie, że musi do Lekarza; jak my…
(ja zresta też już coraz mniej rozumiem; ale to na inną rozmowe.;-))
a w końcu co jest lepsze: życie krotsze; ale bez Lekarzy; czy nieustające wizyty…
tylko pytam, nie sugeruję…
pozdr. i trzymajcie się.
……………….
a Psychola (= to ja bym…) zlapać i nakarmić płynem do chłodnic.
jak Kuba bogu.
Dziekuję za słowa otuchy.
Pies ma niestety dopiero dwa i pół roku…. Trochę za wcześnie, żeby go wysyłac do krainy wiecznych łowów. Póki co damy mu zoperować przednią łopatkę, bo podobno jest duża szansa, że po zabiegu nie rozwinie mu się artretyzm.
O psycholu raczył się wypowiedzieć nawet nasz pan burmisztrz. Tylko co to zmieni? Mam nadzieję, że go złapią…
może to:
http://www.nonileczy.pl/zwierzeta.htm
(trochę brzmi jak Czary; ale… ;-))
nie wiem, sam nie uzywalem;
ale nawet nasz weterynarz jest zwolennikiem naturalnych metod; szczególnie (!;-)) dla Zwierząt; a on jednak żyje z leczenia…
………………
2i pól to jeszcze mlody pies… rozwija się. może to jednak niekoniecznie artretyzm; a cos rozwojowego?
(pogadam z naszym doktorem…)
jakiej pies rasy? duży? bo jak tak — to jeszcze jednak rośnie 9do 2 lat mniej wiecej…)
ps.
czy to ten na zdjęciu? powinienem sie domyślić.
rasa typu bojowego: to może po prostu za dużo skakał?
może to zwykłe kontuzje…
ja bym tak szybko nie operował…
(oni — Dochtorzy; na całym świecie — to tylko chętnie kroją; a to nie zawsze…)
……….
Juz od 2 dni probuje bezskutecznie skomentowac z pracy… Moze teraz sie uda z domowego komputera.
Cisnienie mi skoczylo, jak przeczytalam ten wpis. Co za skurwysyn z tego czlowieka musi byc, zeby cos takiego zrobic! No normalnie jaja mu urwac! (Jakos nie wyobrazam sobie, ze to kobieta.)
Niestety dylematy medyczne na temat czworonogow dotykaja wiekszosci wlascicieli takowych. Spodziewam sie, ze ktoregos dnia bede to ja i ciesze sie kazdym dniem z moim jeszcze bardzo mlodym psem. A w tym przypadku… ratowac psinke trzeba, za mlody jeszcze na wieczne pastwiska (czy jak to sie tam nazywa).
Dziękuję Wam za komentarze. AnetaCuse, mam nadzieję, że teraz już będziesz mogła zostawiać bez problemu.
MAkowski, nasz pies jest mieszanką labradora z czymś jeszcze, nie za bardzo wiemy z czym ale podejrzewamy albo doga albo coś takiego. Bojowy to on nie jest, za to uwielbia pływać i aportować, jak wszystkie laby. Jest też bardzo duży, ma 45 kilo i raczej już nie rośnie.
Weterynarz nam powiedział, że trzeba mu koniecznie zoperować przedni bark, bo inaczej rozwinie się artretyzm. Dziękuję, zajrzę na stronę którą mi poleciłeś.