Zanim zacznę na dobry początek rozgrzewający kawałek w wykonaniu Kardeş Türküler i Neşet Ertaş (wym. Neszet Ertasz) - Yanıyorum (’Spalam się’):
Każdy kto choć trochę interesuje się muzyką turecką powinien koniecznie obejrzeć film dokumentalny Crossing the Bridge - The Sound of Istanbul. O filmie wspomniałem już kiedyś przy okazji krótkiego postu o Mercan’ie Dede. Dla tych którzy Crossing the Bridge nie widzieli kilka słów wyjaśnienia. Film opowiada o podróży basisty zespołu Einstürzende Neubauten do Stambułu w poszukiwaniu ciekawych dźwięków. Alexander Hacke, czyli rzeczony muzyk, odkrywa zarówno stare jak i nowe brzmienia jednego z najciekawszych miast świata (moim zdaniem). Obok wspomnianej w poprzednim poście Sezen Aksu muzyk znajduje tak fascynujące postacie stambulskiej sceny muzcycznej jak Aynur, Ceza, Baba Zula czy robiący międzynarodową furorę Mercan Dede. Ale po kolei…
Jak wiadomo w Turcji poza Turkami mieszka ogromna mniejszość kurdyjska, w niektórych regionach będąca większością, a także inne mniej liczne mniejszości. Wszyscy wiedzą, że Kurdowie nie za bardzo kochają się z Turkami, ale problem turecko-kurdyjski jest o wiele bardziej złożony niż wydaje się na pierwszy rzut oka, bo w wielu rodzinach są korzenie kurdyjskie i tureckie, sami Kurdowie podzieleni są na różne klany a w wielkich miastach jak Stambuł albo Ankara obok Turków mieszkają miliony Kurdów. Przyjaźnią się z sobą, mieszkają obok siebie i tak dalej. Zresztą charakterystyczną cechą Imperium Osmańskiego było to, że sułtanowie zawsze chętnie widzieli w swoim państwie różne mniejszości i społeczeństwo osmańskie było prawdziwie wielokulturowe i wieloreligijne w czasach kiedy w Europie przelewano krew ‘heretyków’ i wyrzucano siłą Żydów. Dość wspomnieć, że to właśnie Imperium Osmańskie przygarnęło większą część Żydów wyrzuconych z Hiszpanii na przełowmie XV i XVI wieku. Dopiero wiek XIX przyniósł wątpliwej jakości wynalazek ‘państwa narodowego’ i na nową chorobę, przy dużym udziale Fancji i Anglii, zachorowało także Imperium Osmańskie, przez co schyłek imperium zapełniły krwawe karty rzezi, pogromów i przesiedleń. Ale to temat na inny post. Dzisiaj ma być o muzyce, więc wracam do Kurdów. Jak wiadomo dialekty kurdyjskie należa do grupy języków indoeuropejskich i są blisko spokrewnione z farsi. To wyjaśnia dlaczego piosenki kurdyjskie brzmią zupełnie inaczej od tureckich. Oczywiście wielu Kurdów jest dwujęzycznych, często z przymusu, bo w Turcji do niedawna kurdyjski nie był mile widziany, a czasem bywał wręcz zakazany. Teraz czasy się zmieniły i artyści śpiewający po kurdyjsku stają się coraz bardziej popularni. Jak choćby występująca w Crossing the Bridge Aynur. Oto bardzo ładna piosenka w jej wykonaniu, Ahmedo. Nie znam żadnego dialektu kurdyjskiego, więc nie mam pojęcia o czym jest tekst:
Nie mogłem sobie odmówić dodania jeszcze jednej piosenki kurdyjskiej, głównie ze względu na oprawę wizualną, choć muzyka też jest sympatyczna. Nie wiem o czym śpiewają, ale wygląda to jak pochwała partyzantki PKK:
O tym jak bardzo skomplikowane są stosunki turecko-kurdyjskie świadczy przykład ikony tureckiej muzyki rozrywkowej czyli İbrahim Tatlıses (wymawia się Ibrahim Tatlyses z akcentem na ‘-ses’). “İbo“, jak w afekcie nazywają go wielbiciele, urodził się w Urfie (w poprzednim poście znajdziecie więcej o tym mieście) w rodzinie o korzeniach kurdyjsko-arabskich. Nie przeszkadzało mu to zostać najbardziej uwielbianym artystą wszechczasów w Turcji i znanym i cenionym wykonawcą w Iraku i Syrii. Problem pojawił się w momencie kiedy İbo postanowił zaśpiewać coś po kurdyjsku. Część tureckich wielbicieli poczuła się dotknięta a tureckie faszystowskie bojówki chciały go nawet zgładzić. Pomimo politycznych zawirowań İbo nadal pozostaje niezwykle popularnym artystą i idolem kilku pokoleń mieszkańców Turcji. Oto i on, w wyciskaczu łez Fırat czyli ‘Eufrat’. İbo sam reżyserował klip:
A tutaj dla odmiany w bardzo starym wydaniu w piosence Oy Emine czyli ‘Oj Emine’, Emine to imię żeńskie:
Po klasyce czas na drastyczną zmianę klimatu. Na przełamanie proponuję coś co zachwyciło mnie niezmiernie, mimo, że nie gustuję w hiphopie. To coś to Ceza czyli najpopularniejszy wykonawca hiphopa w Turcji. A zachwyciło mnie dlatego, że wyrzuca z siebie wyrazy z prędkością karabinu maszynowego a przy tym śpiewa bardzo wyraźnie i bawi się słowem. Dodam, że z powodu tego, że turecki jest językiem aglutynacyjnym i do rdzeni trzeba doczepiać koszmarną ilość sufiksów rapowanie po turecku jest nie lada sztuką. Tak więc Ceza (jego pseudonim wymawia się ‘dżeza’ co znaczy ‘kara’) i piosenka z filmu Crossing the Bridge gdzie z Cezą spotkałem się po raz pierwszy:
A tu cała scena z filmu:
I wreszcie klip Cezy z inną piosenką:
Jak widać ‘światowe’ gatunki muzyczne są w Turcji obecne i nawet nabierają swoistego miejscowego kolorytu. Skoro jest hip hop to rzecz jasna jest i jazz, rock i metal. Ale o tym następnym razem. Póki co w ramach zapowiedzi krótki kawałek tureckiego dinozaura metalu, czyli zespołu Pentagram (znanego poza Turcją jako Mezarkabul). Proszę zwrócić uwagę na ‘orientalne’ wstawki muzyczne:
C.D.N.
Tags: crossing the bridge · muzyka kurdyjska · muzyka turecka · stambuł2 Comments
2 responses so far ↓
tak, bazsprzecznie, to film godzien polecenia. Muzyczna Turcja w pigułce.
jesli kogos interesuje muzyka z Turcji, a szczegolnie Aynur Dogan i inne z Kurdystanu, Ormianska, Gruzinska, itp to zapraszam do naszefo sklepu: http://www.AudioSkop.net