Nie przepadam za autobiograficznymi postami, bo wydaje mi się, że cel tego bloga ma być inny, ale czasem muszę robić wyjątki. Dzisiaj jest właśnie taka wyjątkowa chwila. A to dlatego, że dzisiaj kończy się rok świni a rozpoczyna rok szczura.
Tradycyjnie, chiński nowy rok powitamy w pracy wspólnym lunchem, na który każdy przyniesie to co sam lubi jeść i czym chciałby się podzielić z innymi. Ponieważ prawie połowa moich kolegów i koleżanek z pracy to Azjaci a chiński nowy rok jest dla nich najważniejszym świętem w roku, to z pewnością na stole znajdzie się sporo smacznego jedzenia. Noworoczna impreza dopiero w piątek, a dzisiaj kilka słów o odchodzącym roku świni, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Odkąd się zaczął krakałem na prawo i lewo, że oto nadszedł rok zmian. Okazało się, że miałem rację…
Po długiej kanadyjskiej jesieni i równie długiej, choć niezwykle łagodnej zimie mieliśmy z M. ochotę na coś nowego więc w kwietniu się przeprowadziliśmy do małego domu w naszej ulubionej dzielnicy Toronto. Solennie sobie obiecywaliśmy, że pomieszkamy tam kilka lat, odłożymy trochę pieniędzy i kupimy sobie za jakiś czas własny dom. Który to już raz…
W tym nowym domu mieszkało nam się z jednej strony wygodnie i dobrze, a z drugiej od samego początku było nam jakoś ciasno, choć mieliśmy kawałek własnego ogródka przed i za domem, więc od wiosny do jesieni mogliśmy się trochę przewietrzyć. I to nie sami, bo kolejną zmianą w zeszłym roku było to, że nie polecieliśmy do Europy i zamiast tego postanowiliśmy przyjmować gości u siebie. Chyba jeszcze nigdy nie mieliśmy tak bogatego programu wizyt i wyjazdów: na wiosnę zjawili się z Berlina E. i G. i pomogli nam w przeprowadzce. Potem pojechaliśmy na pierwsze od wielu wielu lat wakacje. I to też zmiana i to od razu w dużym stylu, bo udało nam się powrócić do dobrego zwyczaju wyjazdów pod namiot a do tego dotarliśmy aż na Wyspę Księcia Edwarda. Może zanim zima się skończy uda mi się w końcu wstawić jakąś spóźnioną relację. Pod koniec lata przylecieli do Toronto moi rodzice. I to też zmiana nadzwyczajna, bo do tej pory zawsze to my jeździliśmy z objazdową wizytą. Kiedy spędzaliśmy miło z rodzicami czas w Toronto nadeszła kolejna zmiana: po czterech latach tymczasowego pobytu dostaliśmy w końcu solidnie wyczekane wizy emigracyjne i ‘wylądowaliśmy’ jak to się ładnie w terminologii imigracyjnej nazywa w Kanadzie na stałe. Żeby ‘wylądować’ musieliśmy wyjechać z Kanady i wjechać z powrotem, a że najprościej jest to zrobić w oddalonej o 150 km od Toronto Niagarze to zaliczyliśmy przy okazji pierwszą w życiu wycieczkę do naszych południowych sąsiadów i obejrzeliśmy wodospady z amerykańskiej perspektywy. Tak więc kolejna zmiana. Potem, rzecz niespotykana, przylecieli po raz drugi z Berlina E. i G. Niestety ich druga wizyta upłynęła w bardzo ponurej atmosferze, ale o tym za chwilę.
Do tej pory wszystkie te zmiany i wydarzenia były bardzo miłe i pozytywne, ale potem niestety już nie było tak dobrze. Na jesień P., nasza najbliższa przyjaciółka w Toronto wyjechała na conajmniej kilka lat do Afryki. Zawsze tego chciała, więc nie byliśmy zaskoczeni, niemniej jednak było i jest nam z tego powodu smutno.
Na urodziny dostałem od M. gitarę. Ostatni raz grałem ponad dziesięć lat temu więc zdążyłem wszystko zapomnieć. Ta gitara, bolesna świadomość upływu czasu w dniu 34 urodzin, wizyta rodziców i kilka innych wydarzeń obudziły we mnie dawno uśpione wspomnienia. Ze wspomnieniami budzą się jednak upiory, o czym bardzo boleśnie przekonałem się na własnej skórze. Tak więc kolejna zmiana była drastyczna. Z dnia na dzień chciałem przekreślić całe moje dotychczasowe życie i rozstać się z M. I to w momencie kiedy oboje zaczęliśmy się cieszyć nowymi możliwościami jakie dawał nam stały pobyt, mieliśmy perspektywę nowej pracy i chcieliśmy wspólnie kupić dom. Kiedy teraz patrzę na to co się stało to wydaje mi się, że takie katharsis było nam bardzo potrzebne. Zeszliśmy na samo dno i mogliśmy się albo odbić albo zatracić. M. już wynajęła sobie mieszkanie, ja prawie też. Potem o mały włos nie rozjechała nas wszystkich taksówka, skończyło się na potłuczeniach. No a potem zrozumiałem, że tak naprawdę to nie tędy droga i nie da się przekreślić swojego życia. Żyjemy raz i nasze wybory przynoszą takie a nie inne konsekwencje. I to była moja kolejna zmiana, we mnie. Chyba pogodziłem się sam z sobą. Kryzys wieku średniego? Chyba nie tylko, ale na pewno w dużej mierze, choć trochę chyba na to za wcześnie.
Potem przyszła kolejna seria zmian: udało nam się znaleźć duże mieszkanie w naszej ulubionej dzielnicy a M. dostała nową pracę. Potem przyszły nasze karty stałego pobytu i karty ubezpieczeniowe (duża zmiana, bo do tej pory mieliśmy do kanadyjskiej służby zdrowia dostęp dosyć ograniczony). A potem ja dostałem stałą pracę na pełen etat w bibliotece. W grudniu poleciałem do Polski, i to też była zmiana, bo po raz pierwszy od kilkunastu lat spędzałem święta bez M. za to z rodzicami i siostrą. Miałem mieszane uczucia, bo z jednej strony cieszyłem się na spotkanie z nimi, z drugiej żałowałem, że M. nie będzie z nami. Podczas pobytu w Polsce spotkałem się, po raz pierwszy po piętnastu latach z ludźmi z którymi chodziłem do jednej klasy w liceum. Tak tak, fenomen Naszej Klasy zatacza szerokie kręgi i dociera za Atlantyk… To było bardzo dziwne przeżycie, bo przez piętnaście lat ludzie się bardzo zmieniają a z drugiej strony pozostaje w nich zawsze coś co pamiętamy.
Po powrocie do Toronto zaczęliśmy się przygotowywać do przeprowadzki do nowego mieszkania. W zeszłą sobotę się przeprowadziliśmy. I tak zakończył się rok świni a zaczął rok szczura. Oby nie był gorszy od roku świni, który przecież w ostatecznym rozrachunku okazał się bardzo pomyśłny, choć niełatwy. Na jakiś czas mam jednak dosyć zmian i chciałbym żyć trochę mniej intensywnie. Nie wiem czy to możliwe, zwłaszcza, że jak miecz Demoklesa wisi nade mną mój doktorat a poza tym mam kilka pomysłów na najbliższy czas. Ale naprawdę chciałbym w tym nowym mieszkaniu w naszej ulubionej dzielnicy pomieszkać choć kilka lat…
Tags: emigracja · retrospekcje · toronto2 Comments
2 responses so far ↓
Podobno Rok Szczura jest dobry dla ludzi, ktorzy nie boja sie zmian i ryzyka. Mam nadzieje, ze bedzie dla Ciebie laskawy.
Wszystko ma podobno jakis sens, wiec i rok poprzedni rowniez, chociaz dobrze, ze sie skonczyl. Teraz to moze juz byc tylko lepiej, czego Wam i sobie zycze…