Res Varia

Całkowicie subiektywne opinie o świecie, filmie, muzyce, emigracji, jedzeniu i Kanadzie…

Res Varia header image 2

Rok szczura

February 7th, 2008 by kw

Nie przepadam za autobiograficznymi postami, bo wydaje mi się, że cel tego bloga ma być inny, ale czasem muszę robić wyjątki. Dzisiaj jest właśnie taka wyjątkowa chwila. A to dlatego, że dzisiaj kończy się rok świni a rozpoczyna rok szczura.

Tradycyjnie, chiński nowy rok powitamy w pracy wspólnym lunchem, na który każdy przyniesie to co sam lubi jeść i czym chciałby się podzielić z innymi. Ponieważ prawie połowa moich kolegów i koleżanek z pracy to Azjaci a chiński nowy rok jest dla nich najważniejszym świętem w roku, to z pewnością na stole znajdzie się sporo smacznego jedzenia. Noworoczna impreza dopiero w piątek, a dzisiaj kilka słów o odchodzącym roku świni, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Odkąd się zaczął krakałem na prawo i lewo, że oto nadszedł rok zmian. Okazało się, że miałem rację…

Po długiej kanadyjskiej jesieni i równie długiej, choć niezwykle łagodnej zimie mieliśmy z M. ochotę na coś nowego więc w kwietniu się przeprowadziliśmy do małego domu w naszej ulubionej dzielnicy Toronto. Solennie sobie obiecywaliśmy, że pomieszkamy tam kilka lat, odłożymy trochę pieniędzy i kupimy sobie za jakiś czas własny dom. Który to już raz…

W tym nowym domu mieszkało nam się z jednej strony wygodnie i dobrze, a z drugiej od samego początku było nam jakoś ciasno, choć mieliśmy kawałek własnego ogródka przed i za domem, więc od wiosny do jesieni mogliśmy się trochę przewietrzyć. I to nie sami, bo kolejną zmianą w zeszłym roku było to, że nie polecieliśmy do Europy i zamiast tego postanowiliśmy przyjmować gości u siebie. Chyba jeszcze nigdy nie mieliśmy tak bogatego programu wizyt i wyjazdów: na wiosnę zjawili się z Berlina E. i G. i pomogli nam w przeprowadzce. Potem pojechaliśmy na pierwsze od wielu wielu lat wakacje. I to też zmiana i to od razu w dużym stylu, bo udało nam się powrócić do dobrego zwyczaju wyjazdów pod namiot a do tego dotarliśmy aż na Wyspę Księcia Edwarda. Może zanim zima się skończy uda mi się w końcu wstawić jakąś spóźnioną relację. Pod koniec lata przylecieli do Toronto moi rodzice. I to też zmiana nadzwyczajna, bo do tej pory zawsze to my jeździliśmy z objazdową wizytą. Kiedy spędzaliśmy miło z rodzicami czas w Toronto nadeszła kolejna zmiana: po czterech latach tymczasowego pobytu dostaliśmy w końcu solidnie wyczekane wizy emigracyjne i ‘wylądowaliśmy’ jak to się ładnie w terminologii imigracyjnej nazywa w Kanadzie na stałe. Żeby ‘wylądować’ musieliśmy wyjechać z Kanady i wjechać z powrotem, a że najprościej jest to zrobić w oddalonej o 150 km od Toronto Niagarze to zaliczyliśmy przy okazji pierwszą w życiu wycieczkę do naszych południowych sąsiadów i obejrzeliśmy wodospady z amerykańskiej perspektywy. Tak więc kolejna zmiana. Potem, rzecz niespotykana, przylecieli po raz drugi z Berlina E. i G. Niestety ich druga wizyta upłynęła w bardzo ponurej atmosferze, ale o tym za chwilę.

Do tej pory wszystkie te zmiany i wydarzenia były bardzo miłe i pozytywne, ale potem niestety już nie było tak dobrze. Na jesień P., nasza najbliższa przyjaciółka w Toronto wyjechała na conajmniej kilka lat do Afryki. Zawsze tego chciała, więc nie byliśmy zaskoczeni, niemniej jednak było i jest nam z tego powodu smutno.

Na urodziny dostałem od M. gitarę. Ostatni raz grałem ponad dziesięć lat temu więc zdążyłem wszystko zapomnieć. Ta gitara, bolesna świadomość upływu czasu w dniu 34 urodzin, wizyta rodziców i kilka innych wydarzeń obudziły we mnie dawno uśpione wspomnienia. Ze wspomnieniami budzą się jednak upiory, o czym bardzo boleśnie przekonałem się na własnej skórze. Tak więc kolejna zmiana była drastyczna. Z dnia na dzień chciałem przekreślić całe moje dotychczasowe życie i rozstać się z M. I to w momencie kiedy oboje zaczęliśmy się cieszyć nowymi możliwościami jakie dawał nam stały pobyt, mieliśmy perspektywę nowej pracy i chcieliśmy wspólnie kupić dom. Kiedy teraz patrzę na to co się stało to wydaje mi się, że takie katharsis było nam bardzo potrzebne. Zeszliśmy na samo dno i mogliśmy się albo odbić albo zatracić. M. już wynajęła sobie mieszkanie, ja prawie też. Potem o mały włos nie rozjechała nas wszystkich taksówka, skończyło się na potłuczeniach. No a potem zrozumiałem, że tak naprawdę to nie tędy droga i nie da się przekreślić swojego życia. Żyjemy raz i nasze wybory przynoszą takie a nie inne konsekwencje. I to była moja kolejna zmiana, we mnie. Chyba pogodziłem się sam z sobą. Kryzys wieku średniego? Chyba nie tylko, ale na pewno w dużej mierze, choć trochę chyba na to za wcześnie.

Potem przyszła kolejna seria zmian: udało nam się znaleźć duże mieszkanie w naszej ulubionej dzielnicy a M. dostała nową pracę. Potem przyszły nasze karty stałego pobytu i karty ubezpieczeniowe (duża zmiana, bo do tej pory mieliśmy do kanadyjskiej służby zdrowia dostęp dosyć ograniczony). A potem ja dostałem stałą pracę na pełen etat w bibliotece. W grudniu poleciałem do Polski, i to też była zmiana, bo po raz pierwszy od kilkunastu lat spędzałem święta bez M. za to z rodzicami i siostrą. Miałem mieszane uczucia, bo z jednej strony cieszyłem się na spotkanie z nimi, z drugiej żałowałem, że M. nie będzie z nami. Podczas pobytu w Polsce spotkałem się, po raz pierwszy po piętnastu latach z ludźmi z którymi chodziłem do jednej klasy w liceum. Tak tak, fenomen Naszej Klasy zatacza szerokie kręgi i dociera za Atlantyk… To było bardzo dziwne przeżycie, bo przez piętnaście lat ludzie się bardzo zmieniają a z drugiej strony pozostaje w nich zawsze coś co pamiętamy.

Po powrocie do Toronto zaczęliśmy się przygotowywać do przeprowadzki do nowego mieszkania. W zeszłą sobotę się przeprowadziliśmy. I tak zakończył się rok świni a zaczął rok szczura. Oby nie był gorszy od roku świni, który przecież w ostatecznym rozrachunku okazał się bardzo pomyśłny, choć niełatwy. Na jakiś czas mam jednak dosyć zmian i chciałbym żyć trochę mniej intensywnie. Nie wiem czy to możliwe, zwłaszcza, że jak miecz Demoklesa wisi nade mną mój doktorat a poza tym mam kilka pomysłów na najbliższy czas. Ale naprawdę chciałbym w tym nowym mieszkaniu w naszej ulubionej dzielnicy pomieszkać choć kilka lat…

Tags:   · · 2 Comments

Leave A Comment

2 responses so far ↓

  • 1 Agnieszka Feb 8, 2008 at 3:17 pm

    Podobno Rok Szczura jest dobry dla ludzi, ktorzy nie boja sie zmian i ryzyka. Mam nadzieje, ze bedzie dla Ciebie laskawy.

  • 2 swert Feb 24, 2008 at 11:07 am

    Wszystko ma podobno jakis sens, wiec i rok poprzedni rowniez, chociaz dobrze, ze sie skonczyl. Teraz to moze juz byc tylko lepiej, czego Wam i sobie zycze…